Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis Tomlinson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Louis Tomlinson. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

Nie kłam. Część 3 (ostatnia)

Nie wiem, jak długo już nie kontakuję się z chłopakami. Czasem miałam ochotę wstąpić na chwilę i zobaczyć jak się czują. Ale po tym co zrobiłam, wątpię, że któryś mi wybaczy.
Siedziałam tempo wpatrując się w szary telefon. 'Dzwoń, kurwa, bo zwariuję przez to myślenie' wykrzykiwałam w głowie. Nic takiego się jednak nie stało. Jednak wołanie jednej z dziewczyn z którymi pracowałam, pomógł mi na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Nie na długo.
- Mówią o Tobie w telewizji! - pisnęła uradowana.
- 'Nic nas nie rozdzieli' mówili kiedyś chłopcy z One Direction. Jednak się mylili. Louis Tomlinson i Liam Payne od pewnego czasu toczą wojnę. Sam Harry Styles powiedział, że rzekomy rozpad zespołu to tylko plotki. Jednak Payne wtrącił, że bez niego jakoś dadzą radę. O co mogło pójść 'nierozłącznym braciom'? Najprawdopodobniej o miłość. 19-letnia [T.I.] [T.N.] do niedawna była dziewczyną Louis'ego Tomlinsona. Jednak coraz śmielsze kroki w jej stronę podejmował także Liam Payne. Czy rozpadu można było uniknąć? Fani uważają, że jeśli dziewczyna, która ostatnio odizolowała się od One Direction, wróci, to wszystko będzie jak dawniej. Od tygodnia, na Twitterze trwają akcje takie jak #[T.I.]comebacktoourboys, #weneed[T.I.], #dontletthemgo[T.I.] oraz #[T.I.]make1Dsmile które nie spadają z pierwszych miejsc. Czy [T.I.] rzeczywiście jest ostatnią deską ratunku dla One Direction? Dla BCC1 - James Brooks.
Rozpad? O nie, nie. Oni nie mogli mówić poważnie. To taki głupi żart, nic więcej.
- Ja.. Powinnam wracać do pracy. - burknęłam i ruszyłam z powrotem do swojego biurka. Na niczym nie mogłam się skupić. Dostałam od szefa jakiś stos papierów do wypełnienia, ale nawet nie miałam siły na to zerknąć. Zresztą nic się nie stanie jak zrobię to jutro. Tymczasem do mojego 'biura' znów wparowała ta sama dziewczyna. Swoją drogą ciekawe jak długo tu pracuje, że nie mam pojęcia kim jest.
- Masz gościa! - dziewczyna posłała mi szeroki uśmiech i wyszła.
- Jak się czujesz? - Zayn od razu podszedł i mnie przytulił. A ja jakoś nie miałam szczególnego zamiaru go puszczać.
- A jak się mogę czuć? Cały świat twierdzi, że to, że się rozpadacie to moja wina.
- Bo to jest Twoja wina.
- Dzięki, Zayn. Ty zawsze wiesz co powiedzieć.
- Nie będę Cię okłamywał. Cholera mnie z nimi strzela. Lou i Liam bez przerwy się sprzeczają i to o głupoty. Wczoraj, gdy Liam zaczął wypominać Louis'emu coś o Tobie, to Tommo go uderzył. Ja sobie dalej tego tak nie wyobrażam.
- I co ja mam zrobić? - podniosłam zapłakaną twarz i spojrzałam mu w oczy.
- Ty powinnaś to wiedzieć. Jesteś ostatnią nadzieją dla naszego zespołu.. A zresztą, pieprzyć ten zespół. Odratuj ich przyjaźń. - Malik pocałował mnie w czoło. - Poza tym, wszyscy za Tobą tęsknimy i chcemy Cię z powrotem.
Lekko się uśmiechnęłam. Już wiedziałam co muszę zrobić. Choćby mieli mnie nienawidzić do końca życia: muszę zjednoczyć One Direction.

- Patrz do jasnej cholery jak chodzisz. - burknął Louis.
- Ja miałem iść w prawo, a Ty w lewo.
- Będę chodził gdzie chcę.
- Liam ma rację. Macie iść w jednym kierunku. - dorzucił Hazz.
- Znowu bierzesz jego stronę?
- Jezu, przecież jesteśmy przyjaciółmi.
- On już nie jest moim przyjacielem. I wy najwyraźniej też nie.
- Louis przestań. Czemu nie możecie się pogodzić?
- Bo ten skurwysyn ukradł mi moją dziewczynę!
- Ja? Ja byłem dla niej tylko poduszką do wypłakiwania łez.
- Nie kłam do cholery! - Louis uderzył Liam'a w policzek.
- Widzisz? No zrób coś. - szepnął Malik i lekko wypchnął mnie zza naszej kryjówki. Biegiem ruszyłam w stronę sceny. Nie był to dobry pomysł, bo złamałam obcas i upadłam.
- [T.I.]! - krzyknęli razem Liam i Lou i ruszyli w moją stronę.
- Nic Ci nie jest? Boli Cię coś? Złamałaś coś? Zadzwonić po lekarza? - przekrzykiwali się nawzajem.
- Nic mi nie jest. - burknęłam jak już pomogli mi wstać. - Ale co jest wam? Normalnie was nie poznaję.
- Mówiłaś, że..
- Kłamałam. Okłamałam was obu. Ciągle was cholernie mocno kocham. I nigdy nie przestanę.
- Dlaczego kłamałaś? Obiecaliśmy sobie, że tego nigdy nie zrobimy.
- Złamałam obietnicę. Nie wiem. Przerasta mnie to wszystko. Przez pewien czas wmawiałam sobie, że to przez fanki. Że to one są wszystkiemu winne. Ale ja już sama nie wiem.. Nie chcę żebyście się przeze mnie kłócili. Rozumiem, że teraz znienawidzicie mnie do końca życia, ale może i lepiej.
- Znienawidzić? Jak można znienawidzić kogoś kogo się kocha? - Louis lekko się uśmiechnął. - Było, minęło. Najważniejsze, że wszystko sobie wyjaśniliśmy i jest w porządku. - wtuliłam się w ich ramiona i tkwiliśmy w takim potrójnym uścisku kilka minut. W końcu Louis przerwał ciszę.
- Będziemy się zachowywać, jakby to się nie stało? Wolę teraz to wszystko nadrobić lepszymi chwilami.
- Nie zrozumcie mnie źle, ale ja nie chcę. Męczy mnie to wszystko. Chciałabym odejść.
- Chcieć to sobie możesz, ale chyba oszalałaś jeśli myślisz, że Ci pozwolimy. - rzucił Harry.
- Nie tym razem! - wtrącił Horan.
- Chyba nie dasz się więcej prosić. - Zayn podszedł do mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu, a jego ręce oplotły mnie w talii.
- Te, łapy precz, Malik. To, że Ty zabrałeś się za godzenie naszej pedalskiej rodziny nie oznacza, że nie jestem zazdrosny. - Louis odepchnął Mulata do tyłu i sam zajął jego miejsce.
- Jesteście niemożliwi. - zaśmiałam się pod nosem. Mój wzrok spoczął na jedynej osobie, która się przez ten cały czas słowem nie odezwała. - Em.. Liam? Możemy pogadać w cztery oczy?
Louis wydał z siebie przeciągły jęk, kiedy się od niego odsunęłam i złapałam Liam'a za rękę i wyciągnęłam z sali. Payne spuścił głowę i wpatrywał się w swoje buty.
- Rozumiem, że 'przepraszam' tu nie pomoże.
- Jak Ty do dalej widzisz? Przecież wiesz, że się w Tobie zakochałem. Patrzenie jak się miziasz z Louis'm nie jest dla mnie przyjemne, bo wiem, że ja nigdy w życiu nie wyjdę z tej pieprzonej strefy przyjaźni.
- Przykro mi. Wiem, że to może Cię zaboleć, ale ja nie chcę, żeby między nami cokolwiek się zmieniało. Mogę coś zrobić, jeśli obiecujesz, że nikomu o tym nie powiesz.
- Uh. Obiecuję.
Pchnęłam go na ścianę i lekko pogładziłam dłonią jego policzek. Odpięłam jeden z górnych guzików jego koszuli i zaczęłam obdarowywać jego szyję pocałunkami. Payne odrzucił głowę do tyłu i zaczął cicho wzdychać. Wyznaczałam drogę do jego ust. Złożyłam na nich lekki pocałunek, a potem powoli go pogłębiałam. Liam wsunął swoją dłoń pod moją koszulkę i rysował jakieś niewidoczne kształty na moich plecach. Nie ukrywam, że lubiłam czuć na sobie jego delikatny dotyk. Ale musiałam to w końcu przerwać, bo jeszcze ktoś by nas zauważył. Posłałam chłopakowi lekki uśmiech.
- To jak. Między nami ok?
- A będziesz mi tak robić częściej?
- Jeśli pozostanie to naszym małym sekretem, to tak.
- W takim razie już się nie gniewam.
Zaśmiałam się cicho. Liam wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam go pod ramię i razem weszliśmy do sali.

Pewna osoba zmusiła mnie do opublikowania ostatniej części i oto ona! Może we wtorek wstawię pierwszą część imagina o Liamie so.. :D
BUJA.

wtorek, 9 lipca 2013

Nie kłam. Część 2.

Szczerze mówiąc, to nigdy nie pomyślałabym, że to się tak skończy. Że kilkaset tysięcy dziewczyn zniszczy mi życie, odbierze mojego wymarzonego narzeczonego i najlepszych przyjaciół. Ale takie życie. Najgorsze jest to, że musiałam ich unikać, ignorować i przede wszystkim - okłamywać. Szczególnie dwóch osób było mi szkoda. Mianowicie Louis i Liam. Po ostatniej wizycie Louis nawet nie próbuje się ze mną kontaktować. Może szybciej o mnie w ten sposób zapomni? Liam natomast w przeciwieństwie do Lou nie dawał mi spokoju. Dzwonił, esemesował, przychodził do domu, a czasem nawet widziałam go pod budynkiem w którym pracuję. Oczywiście robiłam wszystko, żeby go unikać. Chociaż i tak pewnie któregoś dnia nie będę ostrożna i się spotkamy. I znowu będę musiała kłamać.
Właśnie rozczesywałam włosy, kiedy usłyszałam jakieś dźwięki dobiegające z sypialni, która tak się składało, że była tuż obok łazienki, w której obecnie się najdywałam. Zajebiście. Pewnie kolejna, podkreślę KOLEJNA fanka, która albo chciała mnie zabić, albo wyznać jaka to ja jestem wspaniała, mimo, że nic takiego nie robiłam. Serio, jeszcze te 'morderczynie' rozumiałam.. Ale co może być wspaniałego w sekretarce w agencji nieruchomości? Nawet nie sprzedawałam domów, tylko godzinami opieprzałam się za biurkiem czekając na telefon do szefa. Ah, praca godna uwielbienia. Tak czy inaczej, te namolne dziewczyny powoli zaczynały mnie wpieniać. Nawet kiedy zerwałam kontakty z chłopakami z One Direction, one ciągle coś chcą. Na ulicy mnie zaczepiają, pod domem też, w supermarkecie również. Kiedyś mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - uwielbiałam to. Raz nawet zaprosiłam na herbatę dziewczynę, która przez okno włamała mi się do mieszkania. Strasznie je wszystkie lubiłam. Gdy tak z nimi rozmawiałam, czułam, że mnie zaakceptowały i bądź co bądź - chyba polubiły. W jakimś stopniu byłam dla nich ważna. I to było wspaniałe. Nie wiem czemu nagle zaczęły mnie tak drażnić. Może to przez to, że tak bardzo nie dają mi zapomnieć o osobach, które były dla mnie tak ważne. Już tęskniłąm za zboczonymi tekstami Harry'ego, który żartował, że kiedyś namówi mnie i Louis'ego na rozbieraną sesję, którą oczywiście on sam wykona. Za 'magicznymi' kanapkami Niall'a, którymi częstował tylko i wyłączniemnie. Za Zayn'em, który pomagał mi się uczyć i zdać maturę, a po tym jak skończyłam edukację, razem chodziliśmy do biblioteki czy sklepów muzycznych i komentowaliśmy między sobą co nam się podobało, a co nie. Za Liam'em, w którego mogłam się wtulić zawsze, gdy było mi źle. I oczywiście za Louis'm, który po prostu był i mnie kochał.
Rozejrzałam się na boki. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to na wpół mokry parasol stojący w kącie. Zgarnęłam go ze sobą. Jak najciszej podeszłam do drzwi i uniosłam go do góry. W pokoju jednak nikogo nie było. Jednakże czyjaś dłoń kurczowo ściskała brzeg okna. Już chciałam dzwonić na policję, ale podchodząc bliżej zdałam sobie sprawę z tego, że ja chyba znam te smukłe dłonie. A gdy zobaczyłam tatuaż na nadgarstku, byłam już pewna kto to.
- Liam? Co Ty tu robisz? - spytałam zaskoczona podchodząc bliżej.
- Dziękuję Bogu, za to, że jednak postanowiłaś zaintestować w tulipany, a nie kaktusy.. Przy okazji, kiedyś oddam Ci za nie kasę, bo trochę Ci je podeptałem.. Zresztą, co ja pieprzę o kwiatkach, pomóż mi. - niepewnie ścisnęłam jego dłoń i z trudem wciągnęłam do środka. Chłopak mruknął ciche 'dzięki', podnosząc się z podłogi.
- Czemu po prostu nie wszedłeś drzwiami?
- A wpuściłabyś mnie?
- Zapewne nie.
- Temu. Do rzeczy. Wspinałem się na 3 piętro, żeby z Tobą pogadać. Chyba zasłużyłem na to, żebyś powiedziała mi, dlaczego mnie unikasz.
W głowie w kółko powtarzałam sobie 'Tylko nie kłam'. Źle zrobiłam okłamując Louis'ego. Nie zrobię tego też Liam'owi. Nie mogę.
- Zerwałam z Louis'm.
- Przykro mi. Ale co to ma do mnie?
- Że Ty jesteś powodem naszego zerwania.
- Nic nie zrobiłem.
- Zakochałeś się we mnie. - chłopak spojrzał na mnie przerażony. - Pozwoliłeś mi na słowa, których nigdy nie powinnam wypowiadać i na gesty, które w przyjaźni są surowo zabronione.
- [T.I.].. - zaczął, ale mu przerwałam.
- Wyjdź. Po prostu wyjdź. Daj mi spokój. Najlepiej na zawsze.
- Nie możesz mi tego zrobić. Wiesz, że zawsze szanowałem Twój związek z Louis'm i nigdy nie próbowałem się miedzy was wpychać.
- Kłamiesz, Liam.
- Mówię prawdę. Nigdy nie zmuszałem Cię do całowania mnie. Nigdy nie kazałem Ci mówić, że mnie kochasz. A tym bardziej - nigdy nie próbowałem Cię w sobie rozkochać.
- Wbij sobie do głowy, że Cię nie kocham, jasne?
- To czemu mnie do jasnej cholery unikasz? - krzyknął.
- Bo mam Cię serdecznie dość!
Nie rób tego kolejny raz. - podpowiadała mądrzejsza część mnie. Jednak ja znów postawiłam na coś, czego będę żałować do końca życia.
- Dość? - jego twarz w jednym momencie posmutniała.
- Tak, dość! Nigdy nie uważałam Cię za przyjaciela! Nawet za kumpla nie. Byłeś mi tylko poduszką do wypłakania gdy tego potrzebowałam. Nie wiem, co sobie wmówiłeś, ale prawda jest taka, że chciałam Cię w sobie rozkochać tylko po to, żeby mieć Cię na zapas w razie zerwania z Louis'm. Ale jesteś zbyt wkurzający nawet jak na to.
- Ja.. Ja myślałem..
- Źle myślałeś. Wyjdź i oszczędź sobie tych szopek. Najlepiej idź i nie wracaj.
Ty pieprzona kretynko. Co Ty wyprawiasz? - szkoda, że tak późno rozum zaczął kontaktować co robię. Czułam wstręt do samej siebie. Szatyn kiwnął mi głową i ruszył na dół. Zaraz jak przekroczył drzwi sypialni, usłyszałam czysty płacz. Brawo, [T.I.]. Równie dobrze, mogłaś po prostu go wypchnąć z tego okna. Oszczędziłabyś mu cierpienia.
No i co ja do jasnej cholery mam teraz zrobić?
















Czejooo. To tak.. Jestem na wakacjach w Szczecinie jeszcze tydzień, ale mam niespodziankę. Napisałam 3 części tego imagina o Lilo, jednego imagina o Maliku, jednego o Horanie, 'trylogię' imagina o Liamie i właśnie pracuję nad Harry'm, także jak widzicie, jak już wrócę, to będę dodawać po 2-3 w tygodniu.. Zależy jak będzie z komentarzami. :D 
Stworzyłam zakładkę 'wasze pomysły' żebyście pomogły mi trochę w tworzeniu. Będę spełniać wasze zamówienia. :D Yaaay!

Buja!

wtorek, 21 maja 2013

Nie pozwól nikomu innemu się we mnie zakochać.

Zaspana weszłam do kuchni. Zeszłej nocy musiałam pracować aż do 2 w nocy, bo mój kochany szefulek znalazł mi kilkaset stert papierów, które w dodatku nie należały do mojego działu. Jednym słowem - koszmar. Myślałam, że nic nie będzie w stanie poprawić mi humoru. A jednak się myliłam. Uśmiechnęłam się szeroko na widok Mulata w samych bokserkach, który krzątał się po kuchni coś gotując.
- Dzień dobry. - rzuciłam wyglądając przez jego ramię. - Co tam robisz?
- Dzień dobry, kochanie. - chłopak zrobił rzecz, która była dla mnie po prostu szokująca. Lekko cmoknął mnie w usta. - Pomyślałam, że może moja księżniczka jest głodna i musi zjeść coś pożywnego. - posłał mi szeroki uśmiech i wrócił do przygotowywania śniadania.
- Dziwne. - mruknęłam pod nosem.
Nagle do kuchni leniwym krokiem wkroczył Niall i usiadł obok mnie.
- Cześć, słońce. - chłopak splótł nasze dłonie i pocałował mnie czule w usta. - Cześć Zayn.
- Dzień dobry. - odparł równie pogodnie co Niall.
- Chyba czegoś tu nie rozumiem..
- Hej wszystkim. [T.I.], tu jesteś! Dziwnie się poczułem gdy nie było Cię obok mnie w łóżku. - Harry pocałował mnie w policzek. - Jak dobrze, że tu jesteś.
- Ale co..
Drzwi wyjściowe znajdujące się w kuchni otworzyły się z impetem i wszedł przez nie Liam.
- Cześć, mała. - uśmiechnął się do mnie uroczo.
- Chociaż jeden nie zgłupiał. - westchnęłam i odwzajemniłam uśmiech. - Cześć Liam.
- To dla Ciebie. - chłopak wyciągnął zza pleców mały bukiecik turkusowych róż. - Wiem, że zawsze chciałaś takie kiedykolwiek zobaczyć, więc wstałem z samego rana i postanowiłem sprawić Ci niespodziankę. W Londynie ich nie było, więc pojechałem do Leeds i oto one! Mam nadzieję, że dostanę za to chociaż buziaka.
- Jezu, Liam.. - prawdę mówiąc zatkało mnie. Jeszcze nigdy, nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Odruchowo wstałam i podeszłam do niego. Co zamierzałam zrobić? Sama nie wiem. Nie mogłam zapanować nad tym co robię. Jedną dłoń zacisnęłam na jego karku zmuszając go do tego, żeby się nachylił, gdyż był jakieś 15 cm wyższy niż ja. Najpierw lekko musnęłam jego szyję, a słysząc jego cichy jęk aż uśmiechnęłam się z satysfakcją. Mogłabym droczyć się tak z nim dalej, jednak chłopaki trochę nam przeszkadzali i.. Cholera! Nie mogę się dać w to wciągnąć. Zabrałam bukiecik, rzuciłam ciche 'dzięki' i odsunęłam się od zawiedzionego Liama.
- Idę do siebie.
- A co ze śniadaniem? - Malik spojrzał na mnie zbity z tropu.
- Nie jestem głodna. - rzuciłam i pobiegłam na górę. Dosłownie biegłam, by znaleźć się jak najdalej od tych.. Dziwaków. Im szybciej im przejdzie tym lepiej. Już prawie byłam w swoim pokoju, gdy nagle wpadłam na Tomlinsona.
- Hej, hej. Co jest? - zapytał rozbawiony podtrzymując mnie, żebym nie upadła.
- Boże, Louis. Jak dobrze, że jesteś. Z nimi jest coś nie tak. Dziwnie się zachowują. Najpierw Zayn.. Louis.. Co robisz? - chłopak zmniejszył dzielący nas dystans i zaczął całować moją szyję. Nie ukrywam, że mi się to podobało, ale ktoś tu musi zachować zdrowy rozsądek.
- Chcę Cię na wyłączność. - mruknął wsuwając swoją ciepłą dłoń pod moją koszulkę.
- LOUIS! Przecież dziś moja kolej! - Niall mocno popchnął go w tył.
- Em, przepraszam bardzo, ale umawialiśmy się, że dziś spędza dzień ze mną. - Liam założył ręce na piersi.
- Wcale nie. Dziś jest moja kolej. - burknął Zayn stając między pozostałych.
- Po co te nerwy? Przecież wiadomo, że [T.I] woli zostać dziś ze mną. Prawda, kochanie? - Harry posłał mi ciepły uśmiech.
- Miałeś ją na całą noc! - Liam zacisnął pięści i lekko wymachiwał nimi w stronę lokatego.
- Na noc! Tylko na noc!
- A ja nie spędzałem z nią czasu od tygodnia! Kiedy moja kolej? - krzyknął Louis.
- JEST MOJA! - krzyknęli wszyscy jednocześnie i zaczęli się do mnie powoli zbliżać. Cofałam się tak długo, póki nie uderzyłam plecami w ścianę. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko krzyczeć..



...




- Obudź się! [T.I.] wstawaj! - gwałtownie otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą [chłopak, którego wybierasz] - To był tylko zły sen. Spokojnie, jestem tu. - mocno przytulił mnie do swojej piersi.
- Nie pozwól nikomu innemu się we mnie zakochać.
- Dziwna prośba. Przecież wszyscy wiedzą, że jesteś tylko moja.
- Obiecaj mi to. Obiecaj, że nie pozwolisz.- spojrzałam na niego zaszklonymi oczami.
- Obiecuję. - pocałował mnie w czoło. Gdy już lekko się uspokoiłam, położyłam głowę na jego torsie, a on czule zamknął mnie w swoich ramionach. - Przysięgam Ci to. - szepnął. Zasnęliśmy.












Coś takiego innego. :) Nie wiem, kiedy pojawi się następna część Lou i Liama, ale komentarze o wszystkim decydują. :D (tak, znów was pozyskuję) 

piątek, 17 maja 2013

Nie kłam. Część 1.

- Idę, kurwa. - burknęłam sama do siebie i wstałam z łóżka. Świetnie. Jest 5.30, mam wolne od roboty, mogę sobie odespać, ale kogoś widocznie nie interesuje to, że pracuję ciężko jak cholera. Schodząc na dół zerknęłam jeszcze w lusterko. Boże. Jak ja wyglądam. Ale cóż. 'Gość' mógł przyjść później, jeśli chciał mnie zobaczyć w lepszej odsłonie. Jego wybór. Przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi.
- W czym mogę.. - zerknęłam na twarz osoby, która zakłócała mi sen i zamarłam. - O kurwa. Nie. Wyjdź. - starałam się jak najszybciej zamknąć drzwi, ale szatyn nie pozwolił mi na to podtrzymując drzwi dłonią. - Louis, nie utrudniaj tego.
- Pogadajmy.
- Nie mamy o czym. A nawet jeśli, to mam wolne od pracy i nie zamierzam spieprzyć sobie tego dnia tylko dlatego, że czegoś chcesz.
- Proszę Cię. Skoro nie odpisujesz mi ani na SMS-y, ani na listy i nie odbierasz moich połączeń, to chyba mam prawo z Tobą porozmawiać, tak? W końcu jesteś moją narzeczoną.
- No właśnie informuję Cię Tomlinson, że już nie jestem.
Chłopak lekko się wzdrygnął.
- Jak.. Jak to nie? Żartujesz sobie ze mnie?
- Mamy 6 rano. Uwierz, że nie jestem skora do żartów o takiej porze. - założyłam ręce na piersi. - Możesz już sobie iść? Chciałabym wracać do łóżka.
- Wytłumacz mi chociaż co zrobiłem. Jak mam to naprawić? Czemu chcesz mi złamać serce?
- Louis. Im mniej wiesz, tym mniej cierpisz. Daj sobie spokój. Po prostu odejdź i nie wracaj. Nie dzwoń, nie pisz, nie myśl o mnie. Potrzebujemy przerwy.
- Dobrze, rozumiem. Dam Ci tą przerwę. Kiedy mam przyjść? Za tydzień? Dwa? Tyle Ci wystarczy? - szatyn uśmiechnął się słabo.
- Nigdy. Louis, to koniec.
- Nie mów tak. To nie koniec. A gdzie się podziało 'Boo Bear'?
- Tomlinson, ogarnij się. To koniec. I choćbyś wmawiał sobie Bóg wie co, to i tak będzie koniec.
- Albo mi powiesz czemu, albo zacznę krzyczeć. - przeniósł na mnie swoje załzawione oczy. Widok jego w takim stanie.. Fakt, że teraz cierpiał przeze mnie, był bolesny. W tym momencie czułam się jak największa szmata na całej Ziemi. Złamałam serce tak wrażliwej osobie. Nie zasłużył na to. A ja nie zasłużyłam na niego. Miał po prostu pecha, że zakochał się we mnie, a nie w jakiejś innej dziewczynie, która dawałaby mu wszystko czego potrzebował. Nie powinien teraz przeze mnie płakać. I to jest drugi powód, żeby dać mu spokój.
- Nie zrobisz tego.
Szatyn nabrał powietrza i zaczął krzyczeć tak głośno, że omal nie ogłuchłam. Dłonią zasłoniłam mu usta.
- Zamknij się. Dobra, mów czego chcesz.
- Czemu mnie zostawiasz? Co zrobiłem?
Przez chwilę zastanawiałam się co powiedzieć. Gdybym podała powód Twoje fanki grożą mi śmiercią to pewnie znienawidziłby je do końca życia. Więc powiedzenie prawdy odpadało. Czyli pozostaje kłamstwo.
- Louis.. Ja zakochałam się w kimś innym.
Pojedyncze łzy zaczęły spływać po jego idealnych kościach policzkowych, a jego perfekcyjne ciało, którego do niedawna mogłam poznawać każdy zakątek się rozluźniło. Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć.
- Wiedziałem, że więź między Tobą, a Liamem nie jest zwyczajną przyjaźnią. Te niby kumpelskie pocałunki.. Wiedziałem. Liam wsypał się już rok temu. Ale Ty.. Ja.. - jego głos zmienił się w cichy szloch.
Miałam teraz taką cholerną ochotę go przeprosić za to, co zrobiłam, ale nie mogłam. Poza tym, teraz dotarło do mnie.. Że ja i Liam Payne już dawno przestaliśmy być tylko przyjaciółmi.








czwartek, 28 marca 2013

Dorośnij. Część 2.

- A jedź sobie. Nie potrzebuję Cię. - rzuciłem w stronę odjeżdżającego samochodu. Czy mnie zraniła swoimi słowami? Może. Czy za nią zatęsknię? Prawdopodobnie tak. Czy dam się zmienić tylko dlatego, że jej to nie pasuje? Nie ma mowy. Co jest złego w tym, że lubię się bawić? Moim zdaniem nic. Nie chciałem dorastać. W końcu miałem na to jeszcze sporo czasu.
Włożyłem ręce do kieszeni i udałem się w stronę domku, który od 5 minut był tylko i wyłącznie mój. Ciężko będzie w nocy spać i nie mieć się do kogo przytulić.. Nie mieć z kim porozmawiać o 3 w nocy.. Nie mieć komu powiedzieć 'Kocham Cię'.. Nie. Louis, ogarnij się. Ale.. Czy ona serio powiedziała, że z nami koniec? Ah, tak. Powiedziała. Po czym przypieprzyła mi w twarz. A najśmieszniejsze było to, że część mnie miała ochotę pobiec za samochodem, dogonić ją i powiedzieć, że mogę dla niej być kim tylko zapragnie. I ta część chyba miała rację, ale mój honor nie pozwalał mi tego zrobić.
- Louis, czekaj! - usłyszałem za sobą piskliwy głosik Jade.
- Słucham? - odpowiedziałem jakby nigdy nic.
- Jesteś kretynem.
- Czyli, że szukałaś mnie tylko po to, żeby mi to powiedzieć? Czuję się zaszczycony. Dobrej nocy.
- Zamknij się, kretynie. Przyszłam z Tobą pogadać.
- O czym?
- O [T.I.], kretynie. - spuściłem głowę i zacząłem wpatrywać się w swoje buty. - Tak ciężko Ci ustąpić? Zresztą, wszystkich nas traktujesz z góry.
- Trudno mi Cię traktować z dołu. Masz 160 centymetrów wzrostu. - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Louis, do cholery!
- Przepraszam. Kontynuuj swoje nauki.
- Ledwo wytrzymuję z Tobą 2 minuty. Jak ona dała radę te 4 lata? Tak czy inaczej, widać, że nie dasz sobie rady. Proponuję, żebyś się ogarnął, zadzwonił do niej i wszystko będzie w porządku.
- Zastanowię się.
- Ale..
- Powiedziałem, że się zastanowię, tak? Rozmowa zakończona. Dobranoc, Jade. - burknąłem i wolnym krokiem ruszyłem w stronę mojego domku. 'Kutas' usłyszałem za sobą, co wywołało na mojej twarzy lekki uśmiech.
Chociaż praktycznie to miała rację. Tyle razy naśmiewałem się z jedynej dziewczyny, która oddała mi swoje serce. I tolerowała to wszystko bo była zakochana. A ja jak ostatni, pieprzony kretyn bawiłem się jej kosztem. Teraz żałuję, bo ja ją też kochałem. I to chyba właśnie było najgorsze. Że ja sobie bez niej nie poradzę. [T.I.] była kimś więcej niż tylko moją dziewczyną. Była moją najlepszą przyjaciółką. Była kobietą  najbardziej bliską mojemu sercu. Była chodzącym ideałem. To ona zawsze wyplątywała mnie z kłopotów. Potrafiła zrobić chyba wszystko. A ja ją zraniłem.
Pchnąłem drzwi domku i od razu położyłem się do łóżka. Próbowałem zasnąć, ale cały czas miałem przed oczami jej zapłakaną twarz. To chyba najgorszy obraz jaki w życiu widziałem. A co jeśli ona w tym momencie tak wygląda? Co jeśli spieprzyłem jej życie? Nie!
Wyskoczyłem z łóżka i przewracając się po drodze o różne rzeczy dotarłem do domku po lewo od mojego. Miałem tą cholerną nadzieję, że w środku jest Liam, bo księżyc dawał niewielkie światło na drogę.
- Liam! - uderzyłem głośno w drzwi. Uderzyłem, bo tego nawet pukaniem nie można nazwać. - Liam, otwórz!
- Louis? Pojebało Cię? Jest 4 nad ranem. Czego chcesz? - warknął zaspany Liam.
- Daj mi kluczyki do samochodu.
- Po cholerę?
- Ja tak nie dam rady. Nie umiem, rozumiesz? Muszę do niej jechać.
- Pojedziesz za 3 godziny. Zresztą, [T.I.] nie jest jakaś inna, ona też o tej porze śpi.
- Nie śpi! Wiem, że nie śpi tylko się załamuje i.. Daj mi te pieprzone kluczyki. - szatyn westchnął ciężko i po chwili wrócił z kluczami w dłoni.
- Czekaj, założę tylko buty.
- Nie, nie pojedziesz ze mną.
- Owszem, pojadę. Może i jestem pół przytomny, ale ktoś musi Cię pilnować.
Payne nie chciał słyszeć więcej protestów. Zaczekałem na niego na zewnątrz wciąż zdenerwowany. 5 minut mijało jak kilka godzin. W końcu mój przyjaciel otworzył samochód i usiadł za kierownicą. Jechaliśmy w ciszy, choć miałem wielką ochotę wykrzyczeć mu, żeby przyspieszył. Postawiłem jednak na łagodniejszy ton.
- Liam, jeśli będziemy jechać z taką prędkością to komuś stanie się krzywda.
- Przecież jadę powoli.
- No właśnie. Przyspiesz, albo Ci wpierdolę.
Liam zaśmiał się tylko pod nosem i trochę przyspieszył. Jak dla mnie to było ciągle za wolno, ale niech już będzie. W końcu dojechaliśmy pod dom [T.I.]. Żeby tylko akurat dziś nie postanowiła przenocować u przyjaciółki.
Gdy tylko Payne zaparkował, wyskoczyłem z samochodu i pobiegłem.. Dosłownie pobiegłem do drzwi. Głośno i kilka razy zapukałem, aż w końcu drzwi się otworzyły. Moja piękność. Patrzyła na mnie sennym wzrokiem, spod długich, czarnych rzęs.
- Louis? - szepnęła. Nie czekając na jej zgodę, po prostu chwyciłem ją w ramiona i mocno przycisnąłem do siebie.
- Przepraszam. Przepraszam, że jestem takim idiotą, przepraszam, że przeze mnie płakałaś, przepraszam, że Cię zraniłem, przepraszam za wszystko.
- Już okej, Lou. Rozumiem.
- Nie jest okej! Zmienię się, dobrze? Będę kim tylko zechcesz. Kimkolwiek! Tylko mnie kochaj.
- Louis! Ja Cię nigdy nie przestanę kochać. Nieważne kim jesteś lub kim będziesz.
Ciężko było uwierzyć w to, że po tym wszystkim co zrobiłem, ona ciągle mnie kocha. Mogła mieć lepszego chłopaka.. Zresztą, każdy byłby lepszy niż ja, ale ona i tak kochała akurat mnie. Byłem największym szczęściarzem na Ziemi, że wybrała akurat mnie. Przycisnąłem ją mocniej do siebie i pocałowałem w czubek głowy.
- Kocham Cię. - szepnąłem.
- Ja Ciebie też, Lou. Ja Ciebie też. - uśmiechnąłem się lekko i splotłem nasze dłonie.




Na szybko pisane.
Chciałyście drugą część - oto i ona! Przyznam, że pisałam to ledwo żywa. Tak czy inaczej nie podoba mi się ta część, ale cóż. Nie miałam pojęcia co ma się w niej pojawić i takie coś wyszło.. Może następny będzie lepszy.

środa, 30 stycznia 2013

Dorośnij. Część 1.

Jade - to Jade Thirlwall. Wyobraźcie sobie, że ona jest z Harry'm.
Demi - Demi Lovato. W imaginie - dziewczyna naszego Horana.
Powoli otworzyłam oczy. Nareszcie się mogłam porządnie wyspać.. I to było podejrzane. Tommo od samego rana wywijał mi jakieś numery. Stanik napchany robakami, zostawienie mnie w środku obcego miasta, w którym ludzie nie mówili w moim języku, zamknięcie mnie w męskiej toalecie na 6 godzin.. Aż trudno uwierzyć, że jesteśmy parą. Potrafiłam wybaczyć mu każdy wybryk, bo wiedziałam, że taka już jest jego natura. Zresztą pomimo to go kochałam.
W tym roku nasza dziesiątka wyjechała na wspólne wakacje. Ja, Tommo, Zayn, Perrie, Liam, Danielle, Harry, Jade, Niall i Demi. Wynajeliśmy 5 małych domków nad jeziorem. Miały to być moje najlepsze wakacje w życiu.. Więc czemu takie nie były? Ah, oczywiście powód miał na imię Louis. Z każdym jego żartem czułam się coraz bardziej upokorzona.. I ciągle mu to wybaczałam. Ale to co zrobił dziś, było po prostu najgorszą rzeczą jaką mi zrobił. Czemu było tak cicho? Bo Tomlinson w nocy ułożył mnie do niewielkiej łódeczki i wypchnął na środek jeziora. Rozejrzałam się. Woda, woda, woda. Nawet nie widać lądu. I co teraz? Co mam robić? Wołać o pomoc? Kto mnie stąd w ogóle usłyszy? Bezradna okryłam się mocniej kocem i zaczęłam płakać. Doskonale wiedział, że boję się wody. A on ot tak po prostu mi to zrobił. To koniec. Koniec mojego wybaczania i koniec nas. Jeszcze nikt mnie tak podle nie potraktował. Czułam się taka bezradna. Po prostu położyłam się i myślałam, czy ktoś sobie o mnie przypomni, czy po prostu tu umrę. Przymknęłam oczy i zasnęłam.
- [T.I.]? Obudź się. Słyszysz mnie? - usłyszałam męski głos. Dałabym sobie rękę uciąć, że to Liam. Gdyby nie ten złoty chłopak, to chyba bym tu zginęła. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak się nade mną pochyla. Wtuliłam się w jego ramiona z płaczem. Pogłaskał mnie tylko po włosach. - Już dobrze.
- Nie, Liam. Nie jest dobrze. To już było przegięcie, rozumiesz? Nienawidzę go za to. Jak mógł mi to zrobić? - wręcz dusiłam się własnymi łzami.
- To jest Louis. Jego nie da się zmienić. - powiedział Harry. Odwróciłam się i zobaczyłam go w łodzi obok. Czyli tylko oni dwaj się mną zainteresowali. Mojego kochanego chłopaka nie interesowało co się ze mną dzieje. Miło wiedzieć.
- Harry, wracamy.
Liam otulił mnie jeszcze bardziej i śpiewał cicho jakąś kołysankę. Wiedział, że woda mnie przeraża, dlatego starał się odwrócić moją uwagę. Ile ja bym dała, żeby i Louis był tak dorosły i rozsądny jak on.
Po upływie jakiś 30 minut dobiliśmy do brzegu. Od razu rzuciły się na mnie Perrie, Danielle i Jade pytając jak się czuję. Czułam się.. Poniżona. Poniżona przez swojego własnego chłopaka. Skoro już o nim mowa.. Znalazłam go. Siedział na ławeczce przed domem i się uśmiechał do krzyczących na niego Zayn'a, Niall'a i Demi. Miło było wiedzieć, że mam przy sobie takie wsparcie. Chociaż na nich mogłam liczyć.
- Boże, jak trzeba mieć napieprzone w głowie, żeby zrobić coś takiego? - warknęła Perrie.
- Tomlinson, jesteś kretynem. Największym kretynem jakiego znam. - krzyknęła Danielle do podążającego w naszą stronę Lou.
- Louis masz ją przeprosić. - Zayn pchnął go do przodu.
- Za co? Przecież ona się na mnie nie gniewa. Prawda, kochanie?
- Kochanie?! - gwałtownie wstałam i wymierzyłam mu mocny cios w policzek. Lekko się zachwiał. Nie spodziewał się tego po mnie. Nikt się nie spodziewał. - To koniec, rozumiesz? Harry, proszę, odwieź mnie do domu.
Hazz kiwnął głową i pobiegł po samochód. Wyprostowałam się i poszłam spakować swoje rzeczy. Po 10 minutach, spakowana, poszłam pożegnać się z przyjaciółmi. Jedni nalegali, żebym jeszcze została, inni znów rzucali złośliwe komentarze na temat postępowania Lou. Byłam szczęściarą, że miałam ich przy sobie. Harry zapakował moją walizkę do samochodu i już na mnie czekał. Już chciałam wsiąść na miejsce obok kierowcy, gdy drogę zagrodził mi.. Tommo.
- Przepraszam. - rzucił z lekkim wymuszeniem.
- Możesz się wypchać swoimi przeprosinami.
- Przecież wiesz, że zrobiłem to, bo Cię kocham.
Wybuchłam histerycznym śmiechem. Chłopak się zmieszał.
- Fajnie. Jak myślisz.. Zayn kocha Perrie?
- Chyba tak..
- A zrobiłby jej coś takiego? - Lou zacisnął wargi w cienką linię. - A Liam i Danielle? Harry i Jade? Niall i Demi? Nikt do cholery nie zrobiłby czegoś tak idiotycznego. Poniżasz mnie od samego początku, a ja mam już tego dosyć! Masz 24 lata. Czasy dzieciństwa się skończyły. Nie odzywaj się do mnie, póki nie dorośniesz, Louis.
Wyminęłam go i wsiadłam do samochodu. W tym momencie miałam wszystkiego dosyć. W szczególności jego.
Ok, przez godzinę pisania wyszło takie coś. Podoba się - zostawcie komentarz. Im więcej komentarzy, tym szybciej napiszę 2 część.
Xx

wtorek, 1 maja 2012

#45. Louis

Wyszłaś do supermarketu zrobić zakupy. Obejrzałaś się do tyłu i zamarłaś. Tuż za twoimi plecami, chłopcy z 1D rozglądali się za produktami. Z ciekawością obserwowałaś Louisa, który przystaną niedaleko ciebie i spoglądał na marchewki i kątem oka na ciebie. Po chwili podbiegł w twoją stronę, wziął cię na ręce i włożył do swojego wózka. 'Nooo, na takie zakupy, to mógłbym chodzić codziennie! '- stwierdził Lou.

#37. Louis

Wszystko wydawało Ci się takie czarne. Miałaś jeden z gorszych dni. Odwracasz się i widzisz jakąś czarną sylwetkę idącą w twoją stronę. Starasz się odwrócić wzrok, ale nie dasz rady. Postać podchodzi coraz bliżej. To chłopak. Uśmiecha się lekko, dostrzegasz błyszczące w świetle księżyca oczy i ułożone niedbale włosy. Gdy dostrzegłaś bluzkę w paski i biegnące wzdłuż niej szelki, nie miałaś wątpliwości, że to Louis. W mgnieniu oka usadowił się za tobą i zaczął dłonią rysować serca na twoich plecach. Pod nosem podśpiewywał ' Stand up'. Uśmiechnęłaś się szczerze i chwyciłaś go za dłoń.

#36. Louis

Siedzisz na twitterze. Po chwili dostajesz wiadomość od Louisa o treści ' Jeśli nie przyjdziesz i nie pocałujesz mnie, to zrobię ci największy spam w historii twittera - kocham Lou. '. Odwracasz się i widzisz za sobą Louis'a który pochyla się nad tobą z wydętymi ustami. Całujecie się długo i namiętnie.

#27. Louis


Pewnego dnia ty i Louis wybraliście się do Zayna, który akurat był ze swoją dziewczyną. Cały czas przytulali się, trzymali za ręce albo całowali. Gapiłaś się na nich, a potem posyłałaś Lou wkurzone spojrzenia. W końcu Zayn zaczął śpiewać swojej wybrance Let Me Love You. Wtedy uderzyłaś lekko Louisa, który spojrzał na Ciebie zdezorientowany. Wymyśliłaś jakąś wymówkę i wyszłaś z domu Malika. Louis pobiegł za Tobą.
Louis: Co zrobiłem?
Ty: Widziałeś ich? Zawsze gdy jesteśmy u Liama i Danielle albo Zayna i Kloe mam wrażenie, że się mnie wstydzisz. Też bym chciała, żebyś czasem mnie pocałował albo zaśpiewał. A teraz nawet się nie odezwiesz!
Ruszyłaś szybkim krokiem przed siebie. Z tyłu podbiegł do Ciebie Lou, przytulił, pocałował w kark, wziął Cię za rękę i zaczął śpiewać Everything About You. Ludzie spoglądali na was z uśmiechem, a ty i Louis zaczęliście tańczyć.
Ty: Ha, jak miło.
Louis: Dla Ciebie mogę tak codziennie, sweetheart!

#23. Louis


Siedzisz w pokoju i prowadzisz twitcama. Nagle do pokoju wbiega Louis:
Louis: Mogę mieć do Ciebie pytanie?
Westchnęłaś głęboko.
Ty: Nie, nie wykonam dla Ciebie striptizu, nie nagramy filmu porno i nie zrobię Ci sałatki z marchewek.
Louis: Kurwa. To już nic.

#19. Louis


Niedawno zaczęłaś twettować do Louisa. Nie sądziłaś, że odpisze, ale jednak się udało. Później napisałaś jeszcze raz.. Co doprowadziło do tego, że dość często gadaliście. Chłopak poprosił Cię o Twojego facebooka. Naprawdę Ci się spodobał, ale niestety był zajęty. Tydzień później jak na prawdziwą Directionerkę przystało, oglądałaś wywiad z 1D w tv online.
Reporter: A co z waszymi dziewczynami?
Louis: Tak, [T.I.] jest naprawdę wspaniała. Kocham ją.
Zayn: [T.I.]?
Liam: Nie chodziło Ci o Eleanor?
Louis: A jak powiedziałem?
Niall: Powiedziałeś [T.I.].
Louis: Nie, miałem na myśli El. Po prostu się zamyśliłem!
Reporter: Winni zawsze ściemniają. Kim jest [T.I.]?
Louis: Dobra. [T.I.], jeśli to oglądasz, to wiedz, że się w Tobie zakochałem i zrobię wszystko, żeby Cię zobaczyć na żywo.
Reporter: A co z Eleanor?
Louis: Rozstaniemy się. Nie byliśmy dla siebie stworzeni. Trudno.
Harry: A ja?
Louis: Ciebie też kocham. - wiedziałaś, że Harry chciał ominąć temat Ciebie. Ale i tak Cię zatkało. Godzinę później, Louis napisał do Ciebie na facebooku: Trochę się wygłupiłem.. Ale to było szczere. Chyba się w Tobie zakochałem.. Wiem, to szalone, ale tak bardzo pragnę Cię spotkać, że jutro będę w Polsce. Mam nadzieję, że dasz się zaprosić na randkę. - TWÓJ Lou.
Chłopak jak powiedział, tak zrobił. Spotkaliście się na żywo. Razem spędziliście cały dzień. Teraz była tylko wasza dwójka. Nikt inny się nie liczył.

#14. Louis

Wieczorem wraz z chłopakami, miałaś udzielić wywiadu, dla jakiejś telewizji plotkarskiej. Wszyscy modliliście się, żeby przypadkiem Lou znów czegoś nie palnął. W środku wywiadu, Louis chyba nagle przypomniał sobie czasy X-Factora. 
Do Zayna: Przestań podglądać [T.I.] gdy jest naga!
Do Harrego: Przestań mieć kręcone włosy!
Do Nialla: Przestań jeść!
Do Liama: Przestań bać się łyżek!
Do Ciebie: Przestań być taka zajebiście piękna! ... nie nagrywacie tego na żywo, no nie?
Dziennikarka: No właśnie w tym rzecz, że to jest na żywo.
Louis: O ja jebię.
Zrobiłaś się cała czerwona, podczas, gdy Louis chciał wycofać ostatnie zdanie. Tak oto po 3 latach ukrywania się, Lou was wydał.. a ty nie wiedziałaś, czy się z tego cieszyć, czy nie. Po jakiejś chwili Zayn szepnął do Ciebie:
Zayn: Ja Cię nie podglądam, gdy jesteś naga.. Znaczy to było raz, ale odkąd Louis mnie za to bije, to już tego nie robię. Spokojnie.
Ty: Tak Zayn, dzięki, za uspokojenie.
Zayn: Nie ma sprawy!
Louis: Znów to robisz. - powiedział marszcząc brwi i wbijając morderczy wzrok w Zayna.
Zayn: Już nie będę! Nie bij!
Louis uśmiechnął się z satysfakcją i objął Cię w talii.

#12. Larry as romance


Louis: Harry! Boże, gdzie byłeś?
Harry: Z koleżanką. - powiedział odwieszając płaszcz na miejsce.
Louis: Z Caroline? Z Emmą? Czy jeszcze z inną dziwką?
Harry: Dziwką? To moje koleżanki. Nic ci do tego.
Louis: Wychodzisz. Nie ma Cię cały dzień. Widuję Cię tylko na koncertach i wywiadach. Owszem, dużo mi do tego.
Harry: Zajmij się 'Eleanor'uś'. - usiadł na kanapie.
Louis: A więc tu Cię boli? Eleanor to moja dziewczyna. W czym ty masz problem?
Harry: W czym? Mówiłeś, że to tylko przykrywka, a teraz odwalasz takie numery?
Louis zmarszczył (?) brwi i usiadł obok Hazzy.
Louis: Ja przepraszam.. nie wiedziałem, że Cię tym ranię. Przykro mi.
Harry: Ile jeszcze? Jak długo jeszcze, będę publicznie udawał, że mnie to nie obchodzi? Obchodzi mnie to. Bardzo. Louis kocham Cię.
Louis: Dobrze wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim. Nie chcę, żeby ludzie sobie coś pomyśleli. - Lou wziął za rękę swojego ukochanego. Hazza zerknął lekko, na ich splecione dłonie.
Harry: Kiedy to się skończy? Jak długo mogę udawać?
Lou obrócił jego twarz tak, by na niego spojrzał.
Louis: Niedługo. Obiecuję.
Chłopcy nachylili się i pocałowali.

#11. Louis


~ pamiętajcie, żeby zamiast 'Martyna' i opisu mojego wyglądu, dodać wasze opisy. c:


Niall: Liam, idziemy na pizzę. Idziesz z nami?
Liam: Nie, dzięki. Jestem umówiony z Danielle.
Odruchowo parsknąłem śmiechem, na co Liam się skrzywił.
Liam: A Ciebie co tak bawi panie wiecznie wesoły?
Louis: Idę z Danielle do kawiarni! Idę z Danielle na zakupy! Idę z Danielle do ginekologa! Ple, ple, ple. Człowieku, ile ty z nią możesz łazić?
Liam: Gdy się zakochasz, to zrozumiesz.
Louis: Nie dam się uwiązać żadnej pannie i stracić wolność. Chodźcie chłopaki, bo nie chcę słuchać kolejnego wykładu o miłości.
Wyszliśmy bez słowa. W samochodzie siedziałem obok Harry'ego z przodu, a z tyłu siedzieli Zayn i Niall. Jak zwykle Niall coś jadł, a Harry krzyczał, że ujebie mu siedzenia. Myślałem trochę nad wykładami Liama. Wizja bycia w związku wydawała się tragiczna. Z zamyśleń wyrwał mnie Zayn, który położył mi dłoń na ramieniu.
Zayn: Wszystko gra, stary?
Louis: Tak, tak. A dlaczego miałoby nie grać?
Zayn: Bo zawsze napierdalasz ile wlezie, a my przejechaliśmy już 4km a ty nic. Ani słowa.
Louis: Zamyśliłem się.
Harry i Niall lekko podskoczyli.
Niall: Ty myślisz?
Harry: Lou, może podwieźć Cię do szpitala?
Louis: Ha, ha, ha. Bardzo zabawne, cioty.
Chłopaki zaczęli się śmiać, a ja znów wyjrzałem za okno. Po kilku minutach dojechaliśmy. Jakieś dziewczyny podbiegły, żeby zrobić sobie z nami zdjęcia. Były nawet ładne, ale na oko strasznie młode. Uwoliliśmy się od fanów i weszliśmy do pizzerii. Harry wypatrzył jakąś dziewczynę przy barze i spojrzał na mnie.
Harry: Założę się o 10 dolców, że jej nie poderwiesz.
Louis: To szykuj 10 dolców.
Podszedłem do dziewczyny i usiadłem obok. Zdziwiła się, ale nie piszczała. Plus dla niej. Zmierzyłem ją wzrokiem. Kasztanowe, kręcone włosy, niebieskie oczy i wysoki wzrost. Nie była ani szczupła, ani gruba. Normalna. Uśmiechnąłem się do niej.
Louis: Cześć, mogę się dosiąść?
Dziewczyna: Jasne, siadaj. Razem raźniej.
Louis: Sama jesteś?
Dziewczyna: Mhm. Potrzebowałam samotności. - wbiła wzrok w szklankę coli.
Louis: Oh, to ja może się oddalę.
Dziewczyna: Nie, nie. Siedź. - uśmiechnęła się do mnie pogodnie. Tak, była naprawdę ładna.
Louis: Jak Ci na imię, kręconowłosa pani?
Dziewczyna wybuchnęła melodyjnym śmiechem.
Dziewczyna: Martyna jestem, panie Marchewko.
Louis: Aw, jednak poznałaś.
Martyna: Trudno Cię nie znać.
Martyna zaczęła opowiadać o czymś, ale nie zbyt się wsłuchiwałem. Największą uwagę zwróciłem na jej usta. Byłem ciekawy, jak to by było się z nią całować. Dobrze, że wybudziła mnie z tego.. marzenia?
Martyna: Ziemia do Louisa. Żyjesz?
Wciąż uśmiechała się pogodnie. Oh, oczekiwała odpowiedzi.
Louis: Strasznie Cię przepraszam.. Utonąłem w błekicie Twoich oczu.
Martyna: Nie ściemniaj. Nie mam oczu na ustach. Założyłeś się, prawda?
Louis: Założyłem? A, fakt. Ale nie ma to znaczenia. Oddałbym Harry'emu nawet 5 razy tyle, ile warty jest zakład, o ile dasz mi swój numer.
Martyna lekko się zaczerwieniła.
Martyna: Wow, to słodkie.. Dooobra, masz.
Dziewczyna złapała za serwetkę i wyciągnęła z torebki błyszczyk, którym napisała swój numer.
Louis: Zadzwonię wieczorem.
Martyna: Czekaj!
Pocałowała mnie w policzek i szepnęła na ucho.
Martyna: Właśnie wygrałeś zakład.
Uśmiechnąłem się pod nosem i szedłem w stronę chłopaków. Po drodze jednak złapał mnie Liam.
Liam: Widziałem to.
Louis: Miałem zakład do wygrania.
Liam: Mnie nie oszukasz. No mów. Co czułeś?
Louis: Nie wiem.. Chciałem ją pocałować, przytulić.. Nic takiego.
Liam: Awww, Lou, zakochałeś się.
Louis: Nie bądź głupi. Nie można kochać kogoś, kogo praktycznie się nie zna.
Liam: Serio? A ja i Dan? Nie można?
Louis: Wy to inna sprawa. - może i Liam miał rację, ale zbyt się tego bałem.
Liam: Idź do niej. Jeśli się nie przekonasz, to nie będziesz wiedział.
Spojrzałem na Liama. Mówił poważnie. Odwróciłem się i nie zbyt wiedziałem co robię. Martyna: Wróci.. - zanim zdążyła się odezwać pocałowałem ją w usta. Liam miał rację. Martyna była w lekkim szoku, ale przechyliła głowę i odwzajemniła pocałunek. W końcu się od siebie odsunęliśmy. Dziewczyna oblizała wargi.
Louis: Nie uwierzysz, uznasz to za dziwne albo szalone ale ja Cię chyba kocham.
Martyna: Miłość od pierwszego wejrzenia..
Louis: Właśnie to.
Przytuliłem ją i jakoś nie miałem ochoty puszczać gdziekolwiek cały dzień.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

#8. Louis


Siedziałaś w pustym salonie i czytałaś książkę. Było niesamowicie cicho, co w tym domu rzadko się zdarzało. Po chwili do pokoju wparował Lou.
Louis: Chodź na moment.
Ty: Czytam. Chcesz coś konkretnego?
Louis: Niespodziankę mam! - chłopak uśmiechnął się szeroko i wziął Cię za rękę. Odrzuciłaś książkę na bok i szłaś za nim. Przy wejściu do kuchni zakrył Ci oczy dłońmi. Poczułaś jego ciepło na swojej skórze. Prowadził Cię przed siebie, aż w końcu zabrał ręce. Lou przygotował kolację. Świece, wielki talerz spaghetti i dwa kieliszki.
Ty: Wow, przeszedłeś samego siebie.
Chłopak odsunął jedno z krzeseł.
Louis: Dla Ciebie wszystko. - usiadliście na swoje miejsca. Lou otworzył wino i nalał je do kieliszków.Ty: Przejrzałam Cię. Chcesz mnie spić i zaciągnąć do łóżka.
Louis: Skąd! Czytałem wątek jednej z Twoich książek. Kolacja, tańczenie wolnego i przejażdżka kradzionym samochodem.
Ty: O, kurwa! Chyba nie ukradłeś samochodu? Powiedz, że nie.
Louis: Nie mogłem znaleźć łomu, więc ostatnią rozrywkę musimy sobie odpuścić. Cały wieczór śmialiście się i rozmawialiście. Spaghetti posłużyło Louisowi, jako okazja do całowania Cię. Gdy zjedliście, chłopak włączył The Fray - Look After You i tańczyliście wolnego, rozmawiając już bardziej poważnie.
Louis: Wszystko poszło tak jak zaplanowałem. Było romantycznie?
Ty: Mmmhmm. - powiedziałaś i złapałaś go za kołnierzyk marynarki pożyczonej od Harrego. - Teraz mów, czego chcesz.
Louis: Mam piękną narzeczoną, wspaniałą rodzinę i dom. Czego więcej mógłbym chcieć?
Ty: Słodki jesteś. - delikatnie pocałowałaś go w usta.
Louis: Dla Ciebie warto.
Lou położył się na sofie w salonie, a ty obok niego. Chłopak objął Cię ramieniem i wtuleni w siebie zasnęliście. Nazajutrz obudził was dźwięk otwieranych drzwi. Liam, Zayn, Harry i Niall wrócili. Lou lekko podniósł głowę.
Louis: Pamiętasz, jak wczoraj spytałaś mnie, czego chcę?
Ty: Pamiętam.
Louis: Chcę, żebyś pomogła mi zmywać.
Ty: Dupek.
Louis: Też Cię kocham.