piątek, 27 września 2013

Do zobaczenia, przyjaciółko. (Część 3)

- Wszystko w porządku? - zapytał i mocno przytulił mnie do swojej piersi.
- Tak, tak. Po prostu.. Mały coraz częściej daje o sobie znać. - uśmiechnęłam się lekko. Mój ukochany złożył pocałunek na moim brzuchu.
- Mogę zrobić coś, żebyś poczuła się lepiej? Kupić Ci coś? Przynieść?
- Nie, dziękuję.
- W porządku. Kocham Cię.
- Też Cię kocham, Zayn. - Mulat uśmiechnął się szeroko i powoli zbliżał swoją twarz do mojej. Uśmiechnęłam się na myśl o kolejnej pieszczocie z jego strony, ale niestety przerwał nam dzwonek.
- Ugh. Otworzę. - burknął niezadowolony i wygramolił się z łóżka.
- Zayn?
- Tak, kochanie?
- Masz seksowny tyłek. - chłopak posłał mi szeroki uśmiech i założył spodnie.


LIAMS POV.

3 lata. 3 lata czekania. 3 lata tęsknoty. Ale dałem radę. Tydzień temu wziąłem rozwód i szczerze mówiąc mi ulżyło. Danielle nigdy nie była dla mnie kimś więcej niż żoną zapisaną w aktach. [T.I.]. Ona była miłością mojego życia. Zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo ją raniłem. Żałuję tego. Cholernie żałuję, że wylewała przeze mnie łzy. Idąc tu ciągle rozmyślałem nad tym wszystkim. A co jeśli mi nie wybaczy? Gorzej - co jeśli się spóźniłem? O tyle co moja miłość do niej z każdym dniem rosła, jej mogła blednąć. I tego chyba bałem się najbardziej. Szedłem teraz do miejsca, gdzie uczucia między nami rozkwitały i gdzie to wszystko się skończyło. Cicho modliłem się, żeby ciągle tam mieszkała, ale kiedy zobaczyłem na skrzynce na listy, zamiast jej nazwiska, nazwisko 'Malik' wiedziałem, że pewnie jej tam nie ma. Jednak postanowiłem zaryzykować. Nabrałem powietrza i nacisnąłem dzwonek. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe gdy po minucie ktoś nacisnął klamkę. Teraz stałem oko w oko z jakimś chłopakiem.
- W czym mogę pomóc?
- Em.. Szukam [T.I.] [T.N.]. Nie wiesz gdzie mogę ją znaleźć?
- Jest w domu. Wejdź, zaraz ją zawołam.
Niepewnie wszedłem do środka. Niewiele rzeczy w mieszkaniu się zmieniło.. Zresztą, co ja pieprzę o mieszkaniu. CO TO ZA KOLEŚ?
- Liam? - odwróciłem się i zobaczyłem ją. Te błyszczące oczy w których mógłbym utonąć. Te delikatne wargi, które kiedyś mogłem smakować.. Myślałem, że już nigdy jej nie zobaczę, a teraz po prostu przede mną stała. To wydawało się takie nierealne.
- Zayn? Mógłbyś nas zostawić na chwilkę samych?
- No dobrze. - Mulat skrzywił się nieznacznie. - Ale w razie czego to jestem za ścianą.
- Dzięki.
- [T.I.]? Lepiej usiądź.
- Dobrze, dobrze. Jesteś zbyt troskliwy. - dziewczyna uśmiechnęła się i delikatnie cmoknęła go w usta. Dreszcze przeszły całe moje ciało, a pięści samowolnie się zacisnęły. Oh. Więc to tak objawiała się zazdrość. - Liam? Chodź do kuchni. Pogadamy.
Skinąłem głową i zająłem miejsce przy stole.
- Kawy, herbaty?
- Nie, dzięki.
- W porządku. - wolnym krokiem podeszła i zajęła miejsce naprzeciwko mnie. Teraz wreszcie mogłem przyjrzeć się jej twarzy dokładniej. Wyglądała na dość zmęczoną, a mimo to nie przestawała się uśmiechać. Ta dziewczyna jest niesamowita.
- Spóźniłem się trochę. - westchnąłem ciężko.
- O 2 lata. Rok temu wyszłam za Zayn'a, a teraz jestem w 7 miesiącu ciąży.
- Jesteś w ciąży? Jasna cholera, powinienem patrzyć Ci nie tylko w twarz. Tak czy inaczej.. Gratuluję.
- Dzięki. A co u Ciebie?
- Wiesz.. Jestem świeżo po rozwodzie z Danielle. I jest mi z tym dobrze.
- A co z Chrisem, Amandą i.. Um.. Jak nazwaliście 3 dziecko?
- [T.I.]. - zaskoczyłem ją. Przez chwilę jakby zastanawiała się co ma powiedzieć, ale w końcu zaczęła.
- To urocze.
- Cholernie uparłem się na to imię. Jest piękne. Co do dzieci.. Zostały z Danielle. Nie potrafię zająć się nimi tak jak ona.
- Wydaje mi się, że byś sobie poradził.
- A ja jakoś nie.. Ale nie o tym przyszedłem pogadać.. - nabrałem powietrza. Czas na chwilę, która zapewne do końca zrujnuje moje serce. - Wiem, że już za późno.. Ale ja wciąż Cię kocham. To oczywiste, że Ty nie będziesz na mnie wiecznie czekać i w końcu ułożysz sobie życie, ale ciągle miałem cichą nadzieję, że może jednak nie.. Chciałbym, żebyś wróciła.
- Słuchaj.. Długo nie mogłam się pozbierać po naszym rozstaniu. Aż w końcu Zayn pomógł mi stanąć na nogi. Liam, ja nie mogę i nie chcę go zostawiać. Wierz mi, że też Cię dalej kocham, ale kocham też Zayn'a.
- A on kocha Ciebie. - wziąłem kolejny haust powietrza i spuściłem wzrok na swoje dłonie. - Spieprzyłem na całej linii. Przeszłości nie naprawię, ale.. Chcę Cię przeprosić za to co zrobiłem.
- Ja już dawno Ci to wybaczyłam. - podniosłem wzrok i po raz kolejny ujrzałem jej cudowny uśmiech. Niepewnie położyłem swoją dłoń na jej. Wzdrygnęła się lekko czując mój dotyk, ale nie cofnęła ręki.
- Mam jakieś szanse na to, żebyś nie wykopała mnie ze swojego życia na dobre?
- Jedyne co mogę Ci zaproponować to przyjaźń.
- Jestem już taki zdesperowany, że to mi wystarczy.
- W takim razie możesz dalej zajmować miejsce osoby w moim życiu ważnej. - podniosłem wzrok. Jej uśmiech był tak zaraźliwy, że nie sposób było go nie oddać.
-  Dziękuję.. - znów rozejrzałem się po pomieszczeniu. W drzwiach stał niejaki Zayn. Nie tyle co stał, co wychylał głowę zza futryny. - Wiesz co, ja nie będę przeszkadzał..
- Przeszkadzał? - dziewczyna westchnęła ciężko. - Zayn. Ja wiem, że tu stoisz.
- Przepraszam. Po prostu się martwię. - Mulat zaszedł ją od tyłu i pocałował ją w policzek, a mnie coś zakuło w sercu. Wstałem i uśmiechnąłem się sztucznie.
- Ja już lepiej pójdę.
- Liam, nie wygłupiaj się. Zostań jeszcze na trochę.
- Nie, wiesz.. Chciałem jeszcze się zobaczyć z dzieciakami..
- Ah.. W takim razie poczekaj. Odprowadzę Cię do drzwi. - dziewczyna szepnęła coś Mulatowi na ucho i po chwili już ramię w ramię szliśmy do wyjścia. - Wpadnij jeszcze kiedyś.
- Jesteśmy przyjaciółmi, więc zapewne będę wpadał często.
- Na to liczę. - oboje wymieniliśmy uśmiechy. - Więc.. Do zobaczenia, Leeyum.
To, że posłużyła się moim starym przezwiskiem, wywołało na moich policzkach dość rzadko występujące rumieńce.
- Do zobaczenia, przyjaciółko. - szepnąłem, gdy drzwi się za mną zamknęły.







KA BUMMMM! Dziwne, że tą część wstawiam dopiero dziś.. Napisałam ją zaraz po 2 części, ale tak wyszło, że totalnie o tym zapomniałam.. Tak czy inaczej - tak oto kończę 3 i ostatnią część o Liamie i chybaa zabiorę się za Niall'a, lub Harry'ego. Zależy, co chcecie pierwsze. :D
BUYA!

sobota, 21 września 2013

Wynagrodzę Ci to wszystko

To śmieszne, jak parę słów potrafi zniszczyć człowiekowi życie. Te słowa najczęściej wypływają z nas pod wpływem złości. Chyba wszyscy tego doświadczyliśmy, prawda? Moja kolej. To po prostu się stało, nawet nie wiem kiedy. 
Stanąłem w progu drzwi. Po prostu stałem i patrzyłem jak płacząc pakuje walizkę. Rusz tyłek, Sheeran. No powiedz coś, kretynie! - przepływały sentencje przez moją podświadomość. Faktycznie, powinienem się odezwać. Ale głos odmawia mi posłuszeństwa. Do tego reszta ciała też strzela na mnie focha i nie potrafię się ruszyć. Stoję i patrzę. Jej szlochanie jest coraz głośniejsze. Wie, że jestem w pokoju?
- Przepraszam. - w końcu wydostało się z moich ust.
- Za co Ty mnie do cholery przepraszasz? Za złamanie mi serca? Za spieprzenie tego, co budowaliśmy 4 lata? Za posuwanie dziewczyny swojego przyjaciela? - zaśmiała się nerwowo. - Nie sądzisz, że to trochę za mało? Dorośnij, Ed.
- Nie chcę, żebyś odchodziła.
- Ja też nie chcę, ale niestety Ty się pewnie nie wyniesiesz. - spuściłem głowę.
- Zostań. - szepnąłem.
- Nie. Popełniłeś błąd, a teraz musisz ponieść konsekwencje. Ja zostanę, a Ty zrobisz to znowu i znowu.
- [T.I.].. - zacząłem i zrobiłem krok do przodu.
- Nic nie mów. Chcę się spakować i wyjść bez scen. - jej głos załamywał się w niektórych momentach, ale próbowała grać niewzruszoną. Oh, to jedna z rzeczy, która mi się w niej podoba. Ta zawziętość.
Miałem pustkę w głowie, jednak dałem się ponieść podświadomości. Uklęknąłem przed nią i chwyciłem jej dłoń, którą niestety starała się wyrwać.


Tell her that I love her
Tell her that I need her
Tell her that she’s more
Than a one-night stand


- Zostań, błagam. Więcej tego nie zrobię. Popełniłem błąd. Będę robić co tylko chcesz, tylko nie odchodź. - drugą ręką objąłem jej szczupłe nogi i kurczowo się ich trzymałem.
- Ed, puść mnie. Proszę.
- Nie puszczę. Jeśli Ty idziesz, to i ja idę. - burknąłem.
- Miej godność i daj mi odejść.
- Miej serce i zostań.
- Ed.
- [T.I.]. - rzuciłem równie stanowczo co ona. Mógłbym przysiąc, że przez chwilę dusiła w sobie chichot.
- Nie rozśmieszaj mnie do cholery, zdradziłeś mnie i jestem zła.
- Przepraszam.
- To za mało.
- Przepraszam, przepraszam.
- Jezu, jak Ty mnie wkurzasz. - odrzuciła głowę do tyłu. Korzystając z okazji, szybko wstałem i objąłem ją w talii. - Nie chcę, żebyś mnie dotykał. - syknęła.
- Fajnie. - przewróciłem oczami. - Daj mi się wytłumaczyć.
- Pieprzyłeś się z Gemmą! Co Ty jeszcze chcesz tłumaczyć?
- Spiła mnie! Wiesz jaki jestem podatny na procenty. - staliśmy twarzą w twarz wrzeszcząc na siebie nawzajem. Przysięgam, że gdybym stał z boku, a nie w tym miejscu, to chyba padałbym ze śmiechu.
- Wiem. Ale i tak Ci nie wierzę.
- Posłuchaj, wlałem w siebie chyba z 10 kieliszków wódki, bo ta kobieta jest tak paskudna, że kijem bym jej nie tknął. - [T.I.] uśmiechnęła się lekko, ale w sekundę znów przybrała kamienną twarz.


She knows me well
Bit of a catch
To have a local girl


- Zrobiłbyś to na trzeźwo?
- Nigdy w życiu. Po śmierci też nie.
- Załóżmy, że zostanę. Jak sobie to dalej wyobrażasz? 
- Nie wiem.. Ale postaram się Ci to wszystko wynagrodzić. Czy to znaczy, że..
Po raz kolejny odrzuciła głowę do tyłu.
- Zostanę. Rozum karze mi Cię w cholerę zostawić i uciekać, ale serce nie pozwala.. Brzmię jak Ty. - uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w policzek.
- I bardzo dobrze. Tak się cieszę. - kolejny pocałunek złożyłem na jej nosie, a potem na ustach. - Wynagrodzę Ci to wszystko. Przysięgam.







Cześć.. Wróciła autorka marnotrawna. Nie gniewacie się, prawda? Mam nadzieję, że nie, bo jeśli tak, to zrzucam winę na szkołę, wakacje i moje lenistwo.. Przepraszam. Powiedzcie, że imagin nie jest aż taki zły, plz. :< 
Propozycja na imagin nadesłana przez Karolinę Lis! :3 Dziękuję za pomysł, babe! :3


*w imaginie zostały użyte fragmenty piosenki Eda - One Night*


 
(weź tu nie kochaj tego kociaka *_____*)

piątek, 9 sierpnia 2013

Do zobaczenia, przyjaciółko. (Część 2)

Od 3 godzin błąkałam się po mieście bez konkretnego celu.. W sumie to miałam cel. Chodzić tak długo, aż Liam będzie musiał wracać do siebie i będę mogła spokojnie wrócić do mieszkania. Jednak jak to w styczniu - ciepło raczej nie było. Zrezygnowana szłam w stronę domu. Pod moim blokiem zaczepiła mnie jakaś dziewczyna.
- [T.I.] [T.N.]?
- Tak. W czym mogę pomóc?
- Jestem Danielle Payne.

'Jasna cholera' - powtarzałam w myślach.
- Jest u pani mój mąż? Nie mogę się do niego dodzwonić.
- Mm, chyba tak.
- Dzięki Bogu. Zajmę tylko chwilę, bo wiem, że jesteście mocno zajęci.
- Zajęci? - uniosłam brew ku górze.
- Tak. Liam opowiadał o tym, że pracujecie nad projektem wspierającym dzieci z Afryki. Mam nadzieję, że to nie był jakiś strasznie tajny sekret.
- Nie, nie. Po prostu jestem dziś taka zabiegana, że całkiem wypadło mi to z głowy. Przekazać coś Liamowi?
- Tak. Proszę, przypomnij mu, że dziś mam USG i chciałabym, żeby się pojawił. - dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie.
- USG? Cóż.. Gratuluję kolejnego dziecka. - próbowałam odwzajemnić uśmiech, ale średnio mi to wyszło.
- Dzięki. Liam to świetny ojciec.
- Nie wątpię. Wiesz, muszę iść, ale przekażę mu żeby przyszedł.
- Super, dzięki jeszcze raz! Powodzenia z projektem!
- Taak, też dzięki. - odwróciłam się i szybszym krokiem ruszyłam w stronę mieszkania. Cały czas powstrzymywałam łzy, które coraz mocniej cisnęły mi się do oczu. Otworzyłam drzwi i od razu na korytarzu pojawił się uśmiechnięty Liam. Jasna cholera, jak miałam mu przekazać, że to definitywny koniec, kiedy on miał na sobie podkoszulek tak ciasny, że można było przez niego zobaczyć każdy pieprzony milimetr jego perfekcyjnego ciała? Zgiń w piekle, Liamie Payne.
- Już zaczynałem się martwić.
- Oh, przepraszam za spóźnienie. Po drodze spotkałam dość sympatyczną dziewczynę, która szukała swojego męża. Nazywała się Danielle Payne i kazała mu przekazać, żeby nie zapomniał o jej dzisiejszym USG. To może Ty pójdziesz, a ja zajmę się projektem wspierającym dzieci z Afryki? - zaproponowałam z uśmiechem. Liam natomiast stał jak sparaliżowany. Po chwili jednak wyciągnął rękę do przodu i zaczął powoli się do mnie zbliżać. W takim samym tempie ja cofałam się do tyłu.
- Czekaj chwilę. Kochanie, daj mi się wytłumaczyć.
- Zamknij się. Nie gniewam się, że macie kolejne dziecko.. W końcu jesteście małżeństwem. Średnio mnie też obchodzi to, że ją tak perfidnie okłamałeś. Wiesz co mnie wkurza? Że chciałeś ją teraz zostawić.
- Nawet nie wiem, czy dziecko jest moje.
- Nie szukaj wymówek, Liam. Jest Twoje.
- Ale chyba nie chcesz..
- Chcę. Teraz jedziemy na moich warunkach, Payne. Oddasz mi teraz klucze do mojego mieszkania, grzecznie wyjdziesz i pojedziesz z Danielle. Twoje wyjście stąd oznacza to, że nigdy więcej tu nie wrócisz. Czy to jasne?
- Kiedy ja Cię kurwa kocham, rozumiesz? Ciebie, nie ją.
- Za późno. Zabieraj swoje rzeczy i wynocha.
- Nie możesz mi.. Nam tego zrobić. Mieliśmy plany na naszą wspólną przyszłość.
- Zapomnij o tym.
- Nie mogę. Jest jeszcze jakaś szansa, żebyśmy dalej byli razem?
- Zawsze jest szansa. Zgłoś się za 3 lata.
- W porządku. I wtedy już nic nie stanie na drodze do naszej wspólnej przyszłości.
- Skoro tak twierdzisz. A teraz proszę Cię - wyjdź z mojego mieszkania.
Chłopak westchnął ciężko i zaczął się ubierać. Coraz ciężej było mi powstrzymywać łzy i niektóre po prostu same zaczynały spływać.
- Nie płacz. Nie jestem wart Twoich łez.
- Wiem, że nie jesteś. I to właśnie jest najgorsze.
- Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Idź już.
- W porządku. - nachylił się i delikatnie cmoknął mnie w policzek. - Do zobaczenia.

Ta daaaaaa! Dziękuję za komentarze pod pierwszą częścią. <3 Dziękuję również za nominację do Liebster Awards, ale niestety nie podchodzę do tej 'nagrody'.. Ale i tak dzięki. :)
Nie jest to ostatnia część Liama, mam jeszcze jedną, także.. ;)

Btw. chciałabym podziękować też każdej osobie, która nie pozwala moim dziennym statystykom na upadek <3 Srsly więcej niż 200 odwiedzin dziennie? Kochaaaaam waaas! <3
BUJA!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Do zobaczenia, przyjaciółko. (Część 1)

Nigdy nie byłam zakochana. Zawsze tkwiłam w przekonaniu, że miłość to tylko przelotne uczucie, które znika tak szybko jak się pojawia. Dopóki nie spotkałam jego. Był idealny w każdym calu. Liam Payne. Krótkie, ciemne włosy, piękne brązowe oczy, wysoki i dobrze zbudowany. Jak się okazało, zakochaliśmy się w sobie z wzajemnością. I niby byliśmy dobie przeznaczeni.. Niby. Liam miał żonę i dwójkę dzieci. Jednak to nie stanowiło szczególnego problemu dla naszej dwójki. Liam pomógł mi kupić mieszkanie, gdzie spędzaliśmy każdą wolną chwilę. Było to miejsce w którym cały świat stawał się jakby nie istnieć. Liczyliśmy się tylko my.
Po kilku miesiącach to wszystko zaczynało mnie męczyć. Co z tego, że Liam spędzał ze mną prawie każde popołudnie, skoro z nią spędzał noce i poranki? Poza tym, musiał chodzić też do pracy, więc przychodził do mnie maksymalnie na 3 godziny? Miałam dość jego żony, dzieci i jego zarazem też.
Wybiła 16. Co oznaczało, że Liam zaraz przyjdzie. Nie cieszyło mnie to już tak jak kiedyś. Ale cóż. Mogłam już tylko udawać, że wszystko jest ok. Tak więc jak codziennie razem zjemy kolację, potem będziemy leżeć w łóżku, on powie jak bardzo mnie kocha, a ja dalej będę wierzyć w te kłamstwa. Kolacja już prawie była gotowa, więc już prawie mogę odhaczyć ten podpunkt.
W końcu usłyszałam charakterystyczny szczęk zamka. Znałam każdy jego ruch na pamięć. Zdjął buty, odwiesił kurtkę na wieszak, powoli kieruje się do kuchni.
- Cześć, piękna. Tęskniłem. - jego dłonie spoczęły na moich biodrach, a głowę ułożył mi na ramieniu.
- Ta, ja też. - wymusiłam lekki uśmiech i odsunęłam się od niego, żeby wyjąć talerze.
- Coś się stało?
- Skądże. Dlaczego miałoby się coś stać?
- Nie wiem. Wydajesz się jakaś taka zła. - chłopak oparł się o blat i nie odrywał ode mnie wzroku.
- Wydaje Ci się. - rzuciłam obojętnie.
- Przecież widzę, że coś Ci jest. - jego dłoń złapała mnie za nadgarstek.
- Jezu, nic mi nie jest.
- Dlaczego nie możesz ze mną po prostu porozmawiać?
- Rozmawiamy cały czas.
- Bardzo śmieszne. Co Cię do cholery ugryzło?
- Daj mi spokój z łaski swojej i się już nie odzywaj. - wyrwałam rękę z jego uścisku i zaczęłam rozkładać talerze na stole.
- Okres masz czy jak? - dosłownie rzuciłam widelce na stół i wyszłam z kuchni. Chłopak jednak uparcie szedł za mną. W końcu weszłam do łazienki i zatrzasnęłam drzwi.
- Pogadaj ze mną. - usiadłam pod drzwiami i po prostu zaczęłam płakać. - Chcesz, żebym został dziś z Tobą na noc?
- Nie chcę. - odpowiedziałam krótko, żeby nie usłyszał jak trzęsie mi się głos.
- Więc chodź tu i powiedz mi to prosto w twarz.
- Nie.
- W takim razie zostanę. Tylko zadzwonię do Danielle i powiem jej, że dziś mnie nie będzie.
Otworzyłam drzwi i wyrwałam mu z rąk komórkę.
- Idź sobie.
- Czemu płaczesz? - próbował mnie przytulić, ale się odsunęłam. - Wyjaśnij mi do jasnej cholery co się dzieje.
- Wyjdź, proszę. Daj mi spokój. Nie chcę z Tobą gadać.
- Wyjdę. Ale wracam za godzinę i opowiadasz mi co jest. Rozumiesz?
- Nie przychodź. Idź do domu i zajmij się swoją rodziną.
- O nich Ci chodzi? Powiedz mi, a rozstanę się z Danielle. A dzieciaki jakoś zgarniemy do siebie. Uwierz, że jestem z nią tylko ze względu na nie.
- Nie. Myślę, że to my powinniśmy się rozstać.
- Co Ty pieprzysz? Nie. Nie powinniśmy. - mocno mnie do siebie przytulił. Mimo, że za wszelką cenę próbowałam się odsunąć to i tak nie miałam szans. Zdecydowanie był za silny.
- To między nami nigdy nie powinno się wydarzyć. Oboje popełniliśmy błąd. Przepraszam, że rozpieprzyłam Ci małżeństwo. A teraz możesz już sobie iść.
- Chyba sobie żartujesz. Dobrze wiesz, że Cię kocham, tak?
- Wiem. Ja Cię też kocham. Ale zrozum do jasnej cholery, że masz rodzinę i nie możesz jej dla mnie zostawić!
- Ty jesteś dla mnie rodziną. Ty i moje dzieciaki. I założę się, że od razu by Cię pokochały tak ja. Daj mi tylko tydzień na załatwienie tego wszystkiego. Tydzień.
- Idź sobie. - poprosiłam spokojnym tonem i usiadłam na krześle.
- Jak chcesz. Widzimy się jutro. - chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam. - Kocham Cię.
- Idź już. - burknęłam i odprowadziłam go wzrokiem do drzwi.

Od 3 godzin błąkałam się po mieście bez konkretnego celu.. W sumie to miałam cel. Chodzić tak długo, aż Liam będzie musiał wracać do siebie i będę mogła spokojnie wrócić do mieszkania. Jednak jak to w styczniu - ciepło raczej nie było. Zrezygnowana szłam w stronę domu. Pod moim blokiem zaczepiła mnie jakaś dziewczyna.
- [T.I.] [T.N.]?
- Tak. W czym mogę pomóc?
- Jestem Danielle Payne.


Tego imagina napisałam będąc jeszcze w Szczecinie.. Wyśniłam go sobie można powiedzieć, bo chodził mi po głowie jakiś miesiąc od momentu, w którym mi się przyśnił.. Zobaczymy kiedy pojawi się 2 część, bo na razie planuję napisać shota o Larry'm/Lilo ale nie planuję go wstawiać tu, tylko na mojego tumblra. c: (www.nakedloueh.tumblr.com) 

BUJA. 

sobota, 27 lipca 2013

Nie kłam. Część 3 (ostatnia)

Nie wiem, jak długo już nie kontakuję się z chłopakami. Czasem miałam ochotę wstąpić na chwilę i zobaczyć jak się czują. Ale po tym co zrobiłam, wątpię, że któryś mi wybaczy.
Siedziałam tempo wpatrując się w szary telefon. 'Dzwoń, kurwa, bo zwariuję przez to myślenie' wykrzykiwałam w głowie. Nic takiego się jednak nie stało. Jednak wołanie jednej z dziewczyn z którymi pracowałam, pomógł mi na chwilę zapomnieć o tym wszystkim. Nie na długo.
- Mówią o Tobie w telewizji! - pisnęła uradowana.
- 'Nic nas nie rozdzieli' mówili kiedyś chłopcy z One Direction. Jednak się mylili. Louis Tomlinson i Liam Payne od pewnego czasu toczą wojnę. Sam Harry Styles powiedział, że rzekomy rozpad zespołu to tylko plotki. Jednak Payne wtrącił, że bez niego jakoś dadzą radę. O co mogło pójść 'nierozłącznym braciom'? Najprawdopodobniej o miłość. 19-letnia [T.I.] [T.N.] do niedawna była dziewczyną Louis'ego Tomlinsona. Jednak coraz śmielsze kroki w jej stronę podejmował także Liam Payne. Czy rozpadu można było uniknąć? Fani uważają, że jeśli dziewczyna, która ostatnio odizolowała się od One Direction, wróci, to wszystko będzie jak dawniej. Od tygodnia, na Twitterze trwają akcje takie jak #[T.I.]comebacktoourboys, #weneed[T.I.], #dontletthemgo[T.I.] oraz #[T.I.]make1Dsmile które nie spadają z pierwszych miejsc. Czy [T.I.] rzeczywiście jest ostatnią deską ratunku dla One Direction? Dla BCC1 - James Brooks.
Rozpad? O nie, nie. Oni nie mogli mówić poważnie. To taki głupi żart, nic więcej.
- Ja.. Powinnam wracać do pracy. - burknęłam i ruszyłam z powrotem do swojego biurka. Na niczym nie mogłam się skupić. Dostałam od szefa jakiś stos papierów do wypełnienia, ale nawet nie miałam siły na to zerknąć. Zresztą nic się nie stanie jak zrobię to jutro. Tymczasem do mojego 'biura' znów wparowała ta sama dziewczyna. Swoją drogą ciekawe jak długo tu pracuje, że nie mam pojęcia kim jest.
- Masz gościa! - dziewczyna posłała mi szeroki uśmiech i wyszła.
- Jak się czujesz? - Zayn od razu podszedł i mnie przytulił. A ja jakoś nie miałam szczególnego zamiaru go puszczać.
- A jak się mogę czuć? Cały świat twierdzi, że to, że się rozpadacie to moja wina.
- Bo to jest Twoja wina.
- Dzięki, Zayn. Ty zawsze wiesz co powiedzieć.
- Nie będę Cię okłamywał. Cholera mnie z nimi strzela. Lou i Liam bez przerwy się sprzeczają i to o głupoty. Wczoraj, gdy Liam zaczął wypominać Louis'emu coś o Tobie, to Tommo go uderzył. Ja sobie dalej tego tak nie wyobrażam.
- I co ja mam zrobić? - podniosłam zapłakaną twarz i spojrzałam mu w oczy.
- Ty powinnaś to wiedzieć. Jesteś ostatnią nadzieją dla naszego zespołu.. A zresztą, pieprzyć ten zespół. Odratuj ich przyjaźń. - Malik pocałował mnie w czoło. - Poza tym, wszyscy za Tobą tęsknimy i chcemy Cię z powrotem.
Lekko się uśmiechnęłam. Już wiedziałam co muszę zrobić. Choćby mieli mnie nienawidzić do końca życia: muszę zjednoczyć One Direction.

- Patrz do jasnej cholery jak chodzisz. - burknął Louis.
- Ja miałem iść w prawo, a Ty w lewo.
- Będę chodził gdzie chcę.
- Liam ma rację. Macie iść w jednym kierunku. - dorzucił Hazz.
- Znowu bierzesz jego stronę?
- Jezu, przecież jesteśmy przyjaciółmi.
- On już nie jest moim przyjacielem. I wy najwyraźniej też nie.
- Louis przestań. Czemu nie możecie się pogodzić?
- Bo ten skurwysyn ukradł mi moją dziewczynę!
- Ja? Ja byłem dla niej tylko poduszką do wypłakiwania łez.
- Nie kłam do cholery! - Louis uderzył Liam'a w policzek.
- Widzisz? No zrób coś. - szepnął Malik i lekko wypchnął mnie zza naszej kryjówki. Biegiem ruszyłam w stronę sceny. Nie był to dobry pomysł, bo złamałam obcas i upadłam.
- [T.I.]! - krzyknęli razem Liam i Lou i ruszyli w moją stronę.
- Nic Ci nie jest? Boli Cię coś? Złamałaś coś? Zadzwonić po lekarza? - przekrzykiwali się nawzajem.
- Nic mi nie jest. - burknęłam jak już pomogli mi wstać. - Ale co jest wam? Normalnie was nie poznaję.
- Mówiłaś, że..
- Kłamałam. Okłamałam was obu. Ciągle was cholernie mocno kocham. I nigdy nie przestanę.
- Dlaczego kłamałaś? Obiecaliśmy sobie, że tego nigdy nie zrobimy.
- Złamałam obietnicę. Nie wiem. Przerasta mnie to wszystko. Przez pewien czas wmawiałam sobie, że to przez fanki. Że to one są wszystkiemu winne. Ale ja już sama nie wiem.. Nie chcę żebyście się przeze mnie kłócili. Rozumiem, że teraz znienawidzicie mnie do końca życia, ale może i lepiej.
- Znienawidzić? Jak można znienawidzić kogoś kogo się kocha? - Louis lekko się uśmiechnął. - Było, minęło. Najważniejsze, że wszystko sobie wyjaśniliśmy i jest w porządku. - wtuliłam się w ich ramiona i tkwiliśmy w takim potrójnym uścisku kilka minut. W końcu Louis przerwał ciszę.
- Będziemy się zachowywać, jakby to się nie stało? Wolę teraz to wszystko nadrobić lepszymi chwilami.
- Nie zrozumcie mnie źle, ale ja nie chcę. Męczy mnie to wszystko. Chciałabym odejść.
- Chcieć to sobie możesz, ale chyba oszalałaś jeśli myślisz, że Ci pozwolimy. - rzucił Harry.
- Nie tym razem! - wtrącił Horan.
- Chyba nie dasz się więcej prosić. - Zayn podszedł do mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu, a jego ręce oplotły mnie w talii.
- Te, łapy precz, Malik. To, że Ty zabrałeś się za godzenie naszej pedalskiej rodziny nie oznacza, że nie jestem zazdrosny. - Louis odepchnął Mulata do tyłu i sam zajął jego miejsce.
- Jesteście niemożliwi. - zaśmiałam się pod nosem. Mój wzrok spoczął na jedynej osobie, która się przez ten cały czas słowem nie odezwała. - Em.. Liam? Możemy pogadać w cztery oczy?
Louis wydał z siebie przeciągły jęk, kiedy się od niego odsunęłam i złapałam Liam'a za rękę i wyciągnęłam z sali. Payne spuścił głowę i wpatrywał się w swoje buty.
- Rozumiem, że 'przepraszam' tu nie pomoże.
- Jak Ty do dalej widzisz? Przecież wiesz, że się w Tobie zakochałem. Patrzenie jak się miziasz z Louis'm nie jest dla mnie przyjemne, bo wiem, że ja nigdy w życiu nie wyjdę z tej pieprzonej strefy przyjaźni.
- Przykro mi. Wiem, że to może Cię zaboleć, ale ja nie chcę, żeby między nami cokolwiek się zmieniało. Mogę coś zrobić, jeśli obiecujesz, że nikomu o tym nie powiesz.
- Uh. Obiecuję.
Pchnęłam go na ścianę i lekko pogładziłam dłonią jego policzek. Odpięłam jeden z górnych guzików jego koszuli i zaczęłam obdarowywać jego szyję pocałunkami. Payne odrzucił głowę do tyłu i zaczął cicho wzdychać. Wyznaczałam drogę do jego ust. Złożyłam na nich lekki pocałunek, a potem powoli go pogłębiałam. Liam wsunął swoją dłoń pod moją koszulkę i rysował jakieś niewidoczne kształty na moich plecach. Nie ukrywam, że lubiłam czuć na sobie jego delikatny dotyk. Ale musiałam to w końcu przerwać, bo jeszcze ktoś by nas zauważył. Posłałam chłopakowi lekki uśmiech.
- To jak. Między nami ok?
- A będziesz mi tak robić częściej?
- Jeśli pozostanie to naszym małym sekretem, to tak.
- W takim razie już się nie gniewam.
Zaśmiałam się cicho. Liam wyciągnął rękę w moją stronę. Chwyciłam go pod ramię i razem weszliśmy do sali.

Pewna osoba zmusiła mnie do opublikowania ostatniej części i oto ona! Może we wtorek wstawię pierwszą część imagina o Liamie so.. :D
BUJA.

wtorek, 9 lipca 2013

Nie kłam. Część 2.

Szczerze mówiąc, to nigdy nie pomyślałabym, że to się tak skończy. Że kilkaset tysięcy dziewczyn zniszczy mi życie, odbierze mojego wymarzonego narzeczonego i najlepszych przyjaciół. Ale takie życie. Najgorsze jest to, że musiałam ich unikać, ignorować i przede wszystkim - okłamywać. Szczególnie dwóch osób było mi szkoda. Mianowicie Louis i Liam. Po ostatniej wizycie Louis nawet nie próbuje się ze mną kontaktować. Może szybciej o mnie w ten sposób zapomni? Liam natomast w przeciwieństwie do Lou nie dawał mi spokoju. Dzwonił, esemesował, przychodził do domu, a czasem nawet widziałam go pod budynkiem w którym pracuję. Oczywiście robiłam wszystko, żeby go unikać. Chociaż i tak pewnie któregoś dnia nie będę ostrożna i się spotkamy. I znowu będę musiała kłamać.
Właśnie rozczesywałam włosy, kiedy usłyszałam jakieś dźwięki dobiegające z sypialni, która tak się składało, że była tuż obok łazienki, w której obecnie się najdywałam. Zajebiście. Pewnie kolejna, podkreślę KOLEJNA fanka, która albo chciała mnie zabić, albo wyznać jaka to ja jestem wspaniała, mimo, że nic takiego nie robiłam. Serio, jeszcze te 'morderczynie' rozumiałam.. Ale co może być wspaniałego w sekretarce w agencji nieruchomości? Nawet nie sprzedawałam domów, tylko godzinami opieprzałam się za biurkiem czekając na telefon do szefa. Ah, praca godna uwielbienia. Tak czy inaczej, te namolne dziewczyny powoli zaczynały mnie wpieniać. Nawet kiedy zerwałam kontakty z chłopakami z One Direction, one ciągle coś chcą. Na ulicy mnie zaczepiają, pod domem też, w supermarkecie również. Kiedyś mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - uwielbiałam to. Raz nawet zaprosiłam na herbatę dziewczynę, która przez okno włamała mi się do mieszkania. Strasznie je wszystkie lubiłam. Gdy tak z nimi rozmawiałam, czułam, że mnie zaakceptowały i bądź co bądź - chyba polubiły. W jakimś stopniu byłam dla nich ważna. I to było wspaniałe. Nie wiem czemu nagle zaczęły mnie tak drażnić. Może to przez to, że tak bardzo nie dają mi zapomnieć o osobach, które były dla mnie tak ważne. Już tęskniłąm za zboczonymi tekstami Harry'ego, który żartował, że kiedyś namówi mnie i Louis'ego na rozbieraną sesję, którą oczywiście on sam wykona. Za 'magicznymi' kanapkami Niall'a, którymi częstował tylko i wyłączniemnie. Za Zayn'em, który pomagał mi się uczyć i zdać maturę, a po tym jak skończyłam edukację, razem chodziliśmy do biblioteki czy sklepów muzycznych i komentowaliśmy między sobą co nam się podobało, a co nie. Za Liam'em, w którego mogłam się wtulić zawsze, gdy było mi źle. I oczywiście za Louis'm, który po prostu był i mnie kochał.
Rozejrzałam się na boki. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to na wpół mokry parasol stojący w kącie. Zgarnęłam go ze sobą. Jak najciszej podeszłam do drzwi i uniosłam go do góry. W pokoju jednak nikogo nie było. Jednakże czyjaś dłoń kurczowo ściskała brzeg okna. Już chciałam dzwonić na policję, ale podchodząc bliżej zdałam sobie sprawę z tego, że ja chyba znam te smukłe dłonie. A gdy zobaczyłam tatuaż na nadgarstku, byłam już pewna kto to.
- Liam? Co Ty tu robisz? - spytałam zaskoczona podchodząc bliżej.
- Dziękuję Bogu, za to, że jednak postanowiłaś zaintestować w tulipany, a nie kaktusy.. Przy okazji, kiedyś oddam Ci za nie kasę, bo trochę Ci je podeptałem.. Zresztą, co ja pieprzę o kwiatkach, pomóż mi. - niepewnie ścisnęłam jego dłoń i z trudem wciągnęłam do środka. Chłopak mruknął ciche 'dzięki', podnosząc się z podłogi.
- Czemu po prostu nie wszedłeś drzwiami?
- A wpuściłabyś mnie?
- Zapewne nie.
- Temu. Do rzeczy. Wspinałem się na 3 piętro, żeby z Tobą pogadać. Chyba zasłużyłem na to, żebyś powiedziała mi, dlaczego mnie unikasz.
W głowie w kółko powtarzałam sobie 'Tylko nie kłam'. Źle zrobiłam okłamując Louis'ego. Nie zrobię tego też Liam'owi. Nie mogę.
- Zerwałam z Louis'm.
- Przykro mi. Ale co to ma do mnie?
- Że Ty jesteś powodem naszego zerwania.
- Nic nie zrobiłem.
- Zakochałeś się we mnie. - chłopak spojrzał na mnie przerażony. - Pozwoliłeś mi na słowa, których nigdy nie powinnam wypowiadać i na gesty, które w przyjaźni są surowo zabronione.
- [T.I.].. - zaczął, ale mu przerwałam.
- Wyjdź. Po prostu wyjdź. Daj mi spokój. Najlepiej na zawsze.
- Nie możesz mi tego zrobić. Wiesz, że zawsze szanowałem Twój związek z Louis'm i nigdy nie próbowałem się miedzy was wpychać.
- Kłamiesz, Liam.
- Mówię prawdę. Nigdy nie zmuszałem Cię do całowania mnie. Nigdy nie kazałem Ci mówić, że mnie kochasz. A tym bardziej - nigdy nie próbowałem Cię w sobie rozkochać.
- Wbij sobie do głowy, że Cię nie kocham, jasne?
- To czemu mnie do jasnej cholery unikasz? - krzyknął.
- Bo mam Cię serdecznie dość!
Nie rób tego kolejny raz. - podpowiadała mądrzejsza część mnie. Jednak ja znów postawiłam na coś, czego będę żałować do końca życia.
- Dość? - jego twarz w jednym momencie posmutniała.
- Tak, dość! Nigdy nie uważałam Cię za przyjaciela! Nawet za kumpla nie. Byłeś mi tylko poduszką do wypłakania gdy tego potrzebowałam. Nie wiem, co sobie wmówiłeś, ale prawda jest taka, że chciałam Cię w sobie rozkochać tylko po to, żeby mieć Cię na zapas w razie zerwania z Louis'm. Ale jesteś zbyt wkurzający nawet jak na to.
- Ja.. Ja myślałem..
- Źle myślałeś. Wyjdź i oszczędź sobie tych szopek. Najlepiej idź i nie wracaj.
Ty pieprzona kretynko. Co Ty wyprawiasz? - szkoda, że tak późno rozum zaczął kontaktować co robię. Czułam wstręt do samej siebie. Szatyn kiwnął mi głową i ruszył na dół. Zaraz jak przekroczył drzwi sypialni, usłyszałam czysty płacz. Brawo, [T.I.]. Równie dobrze, mogłaś po prostu go wypchnąć z tego okna. Oszczędziłabyś mu cierpienia.
No i co ja do jasnej cholery mam teraz zrobić?
















Czejooo. To tak.. Jestem na wakacjach w Szczecinie jeszcze tydzień, ale mam niespodziankę. Napisałam 3 części tego imagina o Lilo, jednego imagina o Maliku, jednego o Horanie, 'trylogię' imagina o Liamie i właśnie pracuję nad Harry'm, także jak widzicie, jak już wrócę, to będę dodawać po 2-3 w tygodniu.. Zależy jak będzie z komentarzami. :D 
Stworzyłam zakładkę 'wasze pomysły' żebyście pomogły mi trochę w tworzeniu. Będę spełniać wasze zamówienia. :D Yaaay!

Buja!

niedziela, 16 czerwca 2013

Zraniłam go.

- I co? - zapytał z nutą nadzieji w głosie.
- To co zawsze. Negatywny. - burknęłam usiłując zachować smutny wyraz twarzy.
Szatyn podszedł bliżej i czule zamknął mnie w swoich ramionach.
- Nie martw się. Spróbujemy jeszcze raz.
Poczułam delikatne ukłucie w sercu, które pojawiało się codziennie po tym jak wychodziłam z łazienki z testem ciążowym. Cieszyłam się, że jednak nie jestem w ciąży, a jednocześnie szkoda było mi Liama, który zaraz po tym jak kończyliśmy uprawiać seks wybierał imię dla naszego dziecka i opowiadał czego go lub ją nauczy. Jednak miałam swoje powody, żeby nie zachodzić w ciążę.
Zacznijmy może od tego, że gdy miałam 5 lat, mój ojciec odszedł od nas i zostawił mnie, moją matkę, moją starszą o rok siostrę. Nie to, że nie ufałam Liamowi, ale przecież ludzie mówią i robią różne rzeczy gdy się kłócą, prawda?
Kolejnym powodem był oczywiście wiek. Liam był ode mnie o 7 lat starszy. Jako, że miał już 26 lat, to uważał, że to najwyższy czas. Tylko ja nie byłam na to zbytnio gotowa.
Dalej.. Nasze zajęcia. Niedawno stwierdziłam, że chcę studiować filologię angielską i zamierzałam skończyć ten kierunek czy komuś się to podobało czy nie. Liam natomiast był członkiem boybandu - One Direction. Zespół był dość popularny, przez co chłopaki co rok wyjeżdżali w światowe trasy. Więc oboje rzadko byliśmy w domu.
A teraz nasuwa się pytanie: Jakim cudem nie jestem w ciąży, mimo, że codziennie kochamy się po 2-3 razy? Otóż to proste. W tajemnicy przed ukochanym biorę tabletki antykoncepcyjne. I mimo, że widzę jak bardzo się dołuje, widząc jaki jest wynik, to i tak tego nie żałuję. Tak będzie dla nas lepiej.
- To co. Próbujemy jeszcze raz? - chłopak posłał mi zalotny uśmiech. - Pewnie. Czekaj na mnie w sypialni, zaraz do Ciebie przyjdę. - złożyłam lekki pocałunek na jego policzku i znów weszłam do łazienki. Wyciągnęłam z kosmetyczki pudełeczko tabletek. Oczywiście jak przystało na moje szczęście, pudełeczko upadło na podłogę i cała jego zawartość wysypała się na podłogę.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam zza drzwi.
- Tak, tak. Wszystko ok. - upadłam na kolana i zaczęłam wszystko zbierać.
- Na pewno nic Ci nie.. Co do cholery. - Liam otworzył drzwi, a opakowanie dziwnym trafem znalazło się tuż obok jego stopy. - Tabletki antykoncepcyjne? Żartujesz sobie ze mnie?!
- Czekaj, zaraz Ci wszystko wytłumaczę.
- Wystarczyło po prostu powiedzieć, że nie chcesz mieć ze mną dzieci, a nie odwalać takie numery.
- To nie tak. Nic nie rozumiesz. - delikatnie pogładziłam jego policzek, ale szatyn zrobił krok do tyłu.
- Zrobiłaś ze mnie idiotę. Jak mogłaś? - upadł na kolana, a z jego oczu zaczęły wypływać pojedyncze łzy. - Ufałem Ci.
- Przepraszam. Nie chciałam Cię zranić.. Po prostu stwierdziłam, że bez.. Bez ślubu tak nie wolno.
- Pieprzysz. Gdy chciałem Ci się oświadczyć, powiedziałaś, że ślub to nic nie warte słowa na papierku.
- No dobra, kłamałam. Ja po prostu uważam, że to dla nas za wcześnie. - niepewnie dotknęłam jego ramienia. Nie odepchnął mnie, więc uklęknęłam obok niego i przycisnęłam jego głowę do swojej piersi. Ciągle cicho szlochał. Zraniłam go. Cholernie go zraniłam. - Ale jeśli tak tego chcesz, to możemy spróbować jeszcze raz.
- Bez oszukiwania?
- Bez.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.

Imagin jakby nie jest dokończony, ale może skończę go kiedy indziej.
BUJA.