wtorek, 21 maja 2013

Nie pozwól nikomu innemu się we mnie zakochać.

Zaspana weszłam do kuchni. Zeszłej nocy musiałam pracować aż do 2 w nocy, bo mój kochany szefulek znalazł mi kilkaset stert papierów, które w dodatku nie należały do mojego działu. Jednym słowem - koszmar. Myślałam, że nic nie będzie w stanie poprawić mi humoru. A jednak się myliłam. Uśmiechnęłam się szeroko na widok Mulata w samych bokserkach, który krzątał się po kuchni coś gotując.
- Dzień dobry. - rzuciłam wyglądając przez jego ramię. - Co tam robisz?
- Dzień dobry, kochanie. - chłopak zrobił rzecz, która była dla mnie po prostu szokująca. Lekko cmoknął mnie w usta. - Pomyślałam, że może moja księżniczka jest głodna i musi zjeść coś pożywnego. - posłał mi szeroki uśmiech i wrócił do przygotowywania śniadania.
- Dziwne. - mruknęłam pod nosem.
Nagle do kuchni leniwym krokiem wkroczył Niall i usiadł obok mnie.
- Cześć, słońce. - chłopak splótł nasze dłonie i pocałował mnie czule w usta. - Cześć Zayn.
- Dzień dobry. - odparł równie pogodnie co Niall.
- Chyba czegoś tu nie rozumiem..
- Hej wszystkim. [T.I.], tu jesteś! Dziwnie się poczułem gdy nie było Cię obok mnie w łóżku. - Harry pocałował mnie w policzek. - Jak dobrze, że tu jesteś.
- Ale co..
Drzwi wyjściowe znajdujące się w kuchni otworzyły się z impetem i wszedł przez nie Liam.
- Cześć, mała. - uśmiechnął się do mnie uroczo.
- Chociaż jeden nie zgłupiał. - westchnęłam i odwzajemniłam uśmiech. - Cześć Liam.
- To dla Ciebie. - chłopak wyciągnął zza pleców mały bukiecik turkusowych róż. - Wiem, że zawsze chciałaś takie kiedykolwiek zobaczyć, więc wstałem z samego rana i postanowiłem sprawić Ci niespodziankę. W Londynie ich nie było, więc pojechałem do Leeds i oto one! Mam nadzieję, że dostanę za to chociaż buziaka.
- Jezu, Liam.. - prawdę mówiąc zatkało mnie. Jeszcze nigdy, nikt nie zrobił dla mnie czegoś takiego. Odruchowo wstałam i podeszłam do niego. Co zamierzałam zrobić? Sama nie wiem. Nie mogłam zapanować nad tym co robię. Jedną dłoń zacisnęłam na jego karku zmuszając go do tego, żeby się nachylił, gdyż był jakieś 15 cm wyższy niż ja. Najpierw lekko musnęłam jego szyję, a słysząc jego cichy jęk aż uśmiechnęłam się z satysfakcją. Mogłabym droczyć się tak z nim dalej, jednak chłopaki trochę nam przeszkadzali i.. Cholera! Nie mogę się dać w to wciągnąć. Zabrałam bukiecik, rzuciłam ciche 'dzięki' i odsunęłam się od zawiedzionego Liama.
- Idę do siebie.
- A co ze śniadaniem? - Malik spojrzał na mnie zbity z tropu.
- Nie jestem głodna. - rzuciłam i pobiegłam na górę. Dosłownie biegłam, by znaleźć się jak najdalej od tych.. Dziwaków. Im szybciej im przejdzie tym lepiej. Już prawie byłam w swoim pokoju, gdy nagle wpadłam na Tomlinsona.
- Hej, hej. Co jest? - zapytał rozbawiony podtrzymując mnie, żebym nie upadła.
- Boże, Louis. Jak dobrze, że jesteś. Z nimi jest coś nie tak. Dziwnie się zachowują. Najpierw Zayn.. Louis.. Co robisz? - chłopak zmniejszył dzielący nas dystans i zaczął całować moją szyję. Nie ukrywam, że mi się to podobało, ale ktoś tu musi zachować zdrowy rozsądek.
- Chcę Cię na wyłączność. - mruknął wsuwając swoją ciepłą dłoń pod moją koszulkę.
- LOUIS! Przecież dziś moja kolej! - Niall mocno popchnął go w tył.
- Em, przepraszam bardzo, ale umawialiśmy się, że dziś spędza dzień ze mną. - Liam założył ręce na piersi.
- Wcale nie. Dziś jest moja kolej. - burknął Zayn stając między pozostałych.
- Po co te nerwy? Przecież wiadomo, że [T.I] woli zostać dziś ze mną. Prawda, kochanie? - Harry posłał mi ciepły uśmiech.
- Miałeś ją na całą noc! - Liam zacisnął pięści i lekko wymachiwał nimi w stronę lokatego.
- Na noc! Tylko na noc!
- A ja nie spędzałem z nią czasu od tygodnia! Kiedy moja kolej? - krzyknął Louis.
- JEST MOJA! - krzyknęli wszyscy jednocześnie i zaczęli się do mnie powoli zbliżać. Cofałam się tak długo, póki nie uderzyłam plecami w ścianę. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko krzyczeć..



...




- Obudź się! [T.I.] wstawaj! - gwałtownie otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą [chłopak, którego wybierasz] - To był tylko zły sen. Spokojnie, jestem tu. - mocno przytulił mnie do swojej piersi.
- Nie pozwól nikomu innemu się we mnie zakochać.
- Dziwna prośba. Przecież wszyscy wiedzą, że jesteś tylko moja.
- Obiecaj mi to. Obiecaj, że nie pozwolisz.- spojrzałam na niego zaszklonymi oczami.
- Obiecuję. - pocałował mnie w czoło. Gdy już lekko się uspokoiłam, położyłam głowę na jego torsie, a on czule zamknął mnie w swoich ramionach. - Przysięgam Ci to. - szepnął. Zasnęliśmy.












Coś takiego innego. :) Nie wiem, kiedy pojawi się następna część Lou i Liama, ale komentarze o wszystkim decydują. :D (tak, znów was pozyskuję) 

piątek, 17 maja 2013

Nie kłam. Część 1.

- Idę, kurwa. - burknęłam sama do siebie i wstałam z łóżka. Świetnie. Jest 5.30, mam wolne od roboty, mogę sobie odespać, ale kogoś widocznie nie interesuje to, że pracuję ciężko jak cholera. Schodząc na dół zerknęłam jeszcze w lusterko. Boże. Jak ja wyglądam. Ale cóż. 'Gość' mógł przyjść później, jeśli chciał mnie zobaczyć w lepszej odsłonie. Jego wybór. Przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi.
- W czym mogę.. - zerknęłam na twarz osoby, która zakłócała mi sen i zamarłam. - O kurwa. Nie. Wyjdź. - starałam się jak najszybciej zamknąć drzwi, ale szatyn nie pozwolił mi na to podtrzymując drzwi dłonią. - Louis, nie utrudniaj tego.
- Pogadajmy.
- Nie mamy o czym. A nawet jeśli, to mam wolne od pracy i nie zamierzam spieprzyć sobie tego dnia tylko dlatego, że czegoś chcesz.
- Proszę Cię. Skoro nie odpisujesz mi ani na SMS-y, ani na listy i nie odbierasz moich połączeń, to chyba mam prawo z Tobą porozmawiać, tak? W końcu jesteś moją narzeczoną.
- No właśnie informuję Cię Tomlinson, że już nie jestem.
Chłopak lekko się wzdrygnął.
- Jak.. Jak to nie? Żartujesz sobie ze mnie?
- Mamy 6 rano. Uwierz, że nie jestem skora do żartów o takiej porze. - założyłam ręce na piersi. - Możesz już sobie iść? Chciałabym wracać do łóżka.
- Wytłumacz mi chociaż co zrobiłem. Jak mam to naprawić? Czemu chcesz mi złamać serce?
- Louis. Im mniej wiesz, tym mniej cierpisz. Daj sobie spokój. Po prostu odejdź i nie wracaj. Nie dzwoń, nie pisz, nie myśl o mnie. Potrzebujemy przerwy.
- Dobrze, rozumiem. Dam Ci tą przerwę. Kiedy mam przyjść? Za tydzień? Dwa? Tyle Ci wystarczy? - szatyn uśmiechnął się słabo.
- Nigdy. Louis, to koniec.
- Nie mów tak. To nie koniec. A gdzie się podziało 'Boo Bear'?
- Tomlinson, ogarnij się. To koniec. I choćbyś wmawiał sobie Bóg wie co, to i tak będzie koniec.
- Albo mi powiesz czemu, albo zacznę krzyczeć. - przeniósł na mnie swoje załzawione oczy. Widok jego w takim stanie.. Fakt, że teraz cierpiał przeze mnie, był bolesny. W tym momencie czułam się jak największa szmata na całej Ziemi. Złamałam serce tak wrażliwej osobie. Nie zasłużył na to. A ja nie zasłużyłam na niego. Miał po prostu pecha, że zakochał się we mnie, a nie w jakiejś innej dziewczynie, która dawałaby mu wszystko czego potrzebował. Nie powinien teraz przeze mnie płakać. I to jest drugi powód, żeby dać mu spokój.
- Nie zrobisz tego.
Szatyn nabrał powietrza i zaczął krzyczeć tak głośno, że omal nie ogłuchłam. Dłonią zasłoniłam mu usta.
- Zamknij się. Dobra, mów czego chcesz.
- Czemu mnie zostawiasz? Co zrobiłem?
Przez chwilę zastanawiałam się co powiedzieć. Gdybym podała powód Twoje fanki grożą mi śmiercią to pewnie znienawidziłby je do końca życia. Więc powiedzenie prawdy odpadało. Czyli pozostaje kłamstwo.
- Louis.. Ja zakochałam się w kimś innym.
Pojedyncze łzy zaczęły spływać po jego idealnych kościach policzkowych, a jego perfekcyjne ciało, którego do niedawna mogłam poznawać każdy zakątek się rozluźniło. Wyglądał, jakby miał zaraz zemdleć.
- Wiedziałem, że więź między Tobą, a Liamem nie jest zwyczajną przyjaźnią. Te niby kumpelskie pocałunki.. Wiedziałem. Liam wsypał się już rok temu. Ale Ty.. Ja.. - jego głos zmienił się w cichy szloch.
Miałam teraz taką cholerną ochotę go przeprosić za to, co zrobiłam, ale nie mogłam. Poza tym, teraz dotarło do mnie.. Że ja i Liam Payne już dawno przestaliśmy być tylko przyjaciółmi.








sobota, 27 kwietnia 2013

Teraz będzie już tylko lepiej.

To miał być imagin o Harry'm, bo Liam mi tu jakoś nie pasuje, ale tak jakoś wyszło i o.. Miałam nie pisać póki co własnych, a jednak znów to zrobiłam.. Eh.
Ten imagin jest tak do niczego, że japierdzielę. Jestem zmęczona.. Nie wiem, co to jest więc znów przepraszam, że zawaliłam. ;-;


                                                                                                                                                      



- Boże, o co Ci znowu do jasnej cholery chodzi? - krzyknął Liam.
- Mi? Skądże. Idź, baw się z kumplami. ZNOWU. Wróć pijany. ZNOWU. Olej to, że masz rodzinę. ZNOWU.
- Nie mogę wyjść ze znajomymi? Nie uważasz, że przesadzasz? W końcu ja do cholery utrzymuję Ciebie i ten dom.
- A ja pilnuję naszego syna.. Nie jestem pewna, czy go jeszcze pamiętasz.. 7-latek, brązowe oczy, ma na imię Chris. Kojarzysz może?
- To już było po prostu bezczelne, wiesz? - odsunął się ode mnie i odwrócił.
- No idź.
- Zrobię co zechcę. - warknął kładąc się na kanapie i włączając telewizor.
- Mogłam posłuchać rodziców i za Ciebie nie wychodzić. Nie wiem, co mi do cholery odbiło. Jeśli tak ma wyglądać nasze dalsze życie, to ja żądam rozwodu. - chłopak gwałtownie podniósł się i podszedł do mnie.
- Myślisz, że mnie to rusza? Bierz sobie ten rozwód. Beze mnie nie przeżyjesz dnia.
- Dnia? Nie ma Cię kurwa całymi dniami i nocami, a kiedy już wracasz, to albo śpisz, albo zapraszasz kumpli. Jak Ty to sobie dalej wyobrażasz? - staliśmy naprzeciw siebie. Twarzą w twarz. Szczerze mówiąc nigdy nie podejrzewałam, że coś takiego mi się przytrafi. Myślałam, że Liam to dojrzały facet z którym moja bajka zakończy się happy endem. Więc co poszło nie tak, że tak się zmienił? To moja wina?
- Wiesz co? Odpieprz się.
- Wielkiemu panu Liamowi kurwa Payne zabrakło argumentów? Prawda boli?
- Posłuchaj mnie, do cholery. Ja..
- Mamo? - oboje obróciliśmy głowę w stronę cichego głosu. Chris stał w drzwiach salonu. W rękach kurczowo ściskał białego misia, którego dostał od Zayn'a. Spiorunowałam Liama wzrokiem i wzięłam syna na ręce.
- Powinieneś spać kochanie. - uśmiechnęłam się lekko i pocałowałam go w policzek.
- Znów się kłóciłaś z tatą?
- My się nie kłócimy. My głośno rozmawialiśmy. Nie zmieniaj tematu. - przycisnęłam go mocniej do siebie i zaniosłam do jego pokoju. - Wskakuj do łóżka.
- Zostań ze mną. Nie chcę być sam.
- Cały czas tu jestem, słońce. - położyłam się obok niego.


LIAM:

- Sorry Andy. Dziś nie wyjdę. Może jutro.. - jedną ręką wyciągnąłem z lodówki piwo i zamknąłem ją lekkim kopniakiem. - Tak, znów się posprzeczaliśmy.. Niech już wyjdzie na jej, zostanę dziś w domu. Do zobaczenia. - rozłączyłem się i włożyłem telefon z powrotem do kieszeni. Już zabierałem się za otworzenie trunku, ale jakoś nagle przestałem mieć na niego ochotę. 
No bo w sumie.. Jakby nie patrzeć, to [T.I.] ma rację. Prawie nigdy nie ma mnie w domu. Kiedy ostatni raz zamieniłem z synem więcej słów? Jakieś 3 lata temu? Ją zresztą też zaniedbałem, ale póki co muszę się skupić na Chrisie.. I zacznę już teraz. Powoli wszedłem po schodach i już zamierzałem otworzyć drzwi do jego pokoju, gdy usłyszałem jej głos.
- Śpij już. 
- Mamo? Kochasz tatę?
- Kocham. 
- A on Ciebie kocha? - [T.I.] wzięła głęboki oddech.
- Ciebie na pewno tak.
- Ale.. Czy Ciebie kocha?
- Nie wiem.. Może.. Śpij już. Dobranoc. - dziewczyna zaczęła nucić jakąś kołysankę.
- Dobranoc. 
Nie mogłem ustać na nogach, więc po prostu osunąłem się pod ścianą. Jeszcze parę minut temu dałbym słowo, że bez skrupułów mógłbym wziąć z nią rozwód. Ale teraz.. Ona myśli, że jej nie kocham. Jest w pieprzonym błędzie. Kocham ją. Kocham ją całym sercem. Oddałbym za nią wszystko. I ona też mnie kocha. Kocha i kochała. Chciała spędzić ze mną trochę czasu, a ja jak ostatni, pieprzony kretyn ciągle od niej uciekałem. 
W tym momencie czułem się tak cholernie źle. Gdyby nie moja pieprzona, męska duma, to już bym płakał jak dziecko. Ale musiałem wziąć się w garść. Z wielką trudnością podniosłem się z podłogi i delikatnie pchnąłem drzwi. [T.I.] podniosła głowę. Po jej policzkach cały czas spływały łzy. I to zniszczyło moje serce doszczętnie. Usiadłem na brzegu łóżka, zmuszając ją lekko do tego samego i mocno ją przytuliłem.
- Przepraszam. Jestem jebanym kutasem, który ciągle sprawia, że płaczesz. Przepraszam, że tak się zachowywałem, że miałem was gdzieś, że pozwoliłem Ci myśleć, że jesteś mi obojętna. Kocham Cię. Rozumiesz? Wbij sobie do głowy raz na zawsze, że będę Cię kochał do końca mojego nic nie wartego życia, choćbym nie wiem jak się tego wypierał. - ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem w czoło. - Czemu ja nie potrafię docenić tego co mam? 
- Liam, ja.. - położyłem palec na jej ustach. 
- Nic nie mów. Ja schrzaniłem na całej linii. Wybaczysz mi? Obiecuję, że się zmienię. Przysięgam.
- Już w porządku. Wierzę Ci. 
- Dzięki Bogu. - znów mocno ją do siebie przycisnąłem. - Kocham Cię. 
- Też Cię kocham, Liam. 
- A mnie kochacie? - uśmiechnąłem się szeroko i wziąłem syna na kolana. 
- Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. - [T.I.] pocałowała mnie w policzek i położyła mi głowę na ramieniu. - Teraz będzie już tylko lepiej. Obiecuję wam.

środa, 10 kwietnia 2013

Czejoo.
Więc tak. Jako, że niedługo mam masę sprawdzianów, nie mam czasu na wymyślanie nowych imaginów. Jednakże znalazłam mojego tumblra ze starymi imaginami. Same pomysły złe nie są, ale są nie zbyt dobrze opisane, więc będę je pisać od nowa. To takie małe ale, żebyście potem nie mówiły, że od kogoś ściągnęłam. c:

Kisski, loffki. xxx

piątek, 5 kwietnia 2013

Zrobię co tylko zechcesz.

- Mógłbyś się przestać kleić do mojej dziewczyny?! - z całej siły pchnąłem Harry'ego na ścianę. Ten chłopak przyprawiał mnie o białą gorączkę. Doskonale wiem, że to nie wina [T.I.], że Harry za każdym razem się do niej podwala. Dziewczyna jest zbyt miła, żeby dać mu do zrozumienia, żeby się odczepił. Ja nie.
Harry uśmiechnął się złośliwie. Widać, że był pijany. Ledwo trzymał się na nogach.
- Malik, Malik. Przejrzyj wreszcie na oczy.
- O co Ci znowu chodzi?
- Ona nie jest i nigdy nie była Twoją dziewczyną.
- Jest. - warknąłem i zacisnąłem pięści.
- W Twoich erotycznych snach może i jest. Czas wrócić do rzeczywistości, Zayn. - leniwym krokiem przybliżył się do mnie i spojrzał mi w oczy. Mocny zapach alkoholu, zmieszany z miętą przyprawiał mnie o mdłości, ale nie chciałem ani na chwilę dawać mu satysfakcji. - Nie jest Twoją dziewczyną. To oznacza, że jest wolna. Co z kolei oznacza, że nie masz prawa mówić mi, czy mogę z nią flirtować czy nie. Dobranoc, Zayn. - jeszcze raz posłał mi jeden z tych swoich złośliwych uśmieszków i chwiejnym krokiem zaczął wchodzić po schodach.
- Mam nadzieję, że się wypieprzysz. - burknąłem pod nosem i wszedłem do kuchni.
Co jeśli Harry ma rację? Ok, może i jestem w niej zakochany.. Ale to nie oznacza, że mam traktować ją jako moją dziewczynę, mimo, że nią nie jest. Jestem po prostu zazdrosny. Cholernie zazdrosny. Gdy widzę jak jakiś chłopak do niej podchodzi, a ona się delikatnie uśmiecha, to mam ochotę go uderzyć. Chciałbym zatrzymać ją w swoich ramionach na zawsze. Mówić jej, że jest piękna. Dotykać jej delikatnych dłoni. Całować jej pełne usta. Chciałbym, ale nie mogę. Na prawdę żałuję tego, że widzi we mnie tylko przyjaciela. Już nie raz, kiedy przychodziła do mnie ze złamanym sercem.. Kiedy wtulała się we mnie.. Chciałem pozabijać tych wszystkich pieprzonych idiotów, którzy ją krzywdzili, a potem powiedzieć jej, że ją kocham. Kocham, kochałem i będę kochał.
Na ślepo odszukałem włącznik światła. Gdy w końcu pomieszczenie się rozjaśniło, zauważyłem najpiękniejszą, małą istotę siedzącą przy stole nad szklanką wody.
- [T.I.]? - szepnąłem.
- Hej, Zayn. - uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Nie śpisz?
- Nie dam rady. - odsunęła lekko krzesło obok siebie sugerując, żebym usiadł obok. Wykonałem posłusznie jej polecenie. - Słyszałam, jak rozmawiasz z Harry'm.
Podniosłem głowę spoglądając na nią przerażonym wzrokiem. Jak dużo usłyszała? Może wie już wszystko i nie chce mnie znać? Może uważa mnie za jakiegoś psychopatę? [T.I.] utkwiła swój wzrok w szklance wody jakby próbowała wyczytać z niej co ma powiedzieć.
- I.. Co o tym myślisz? - zapytałem cicho.
- Myślę, że mam dość tego, że Harry cały czas mnie tak traktuje. Nie podoba mi się to. Nie chcę tego.
- Spodobałaś mu się.
- Wiem. - zaśmiała się pod nosem. - W sumie jest całkiem przystojny. I uroczy.
Zdecydowanie zabolały mnie te słowa. Nie tego oczekiwałem. Ale przecież nie zacznie wyzywać Harry'ego i nie rzuci mi się na szyję krzycząc, że to mnie kocha.. Tak, to zdecydowanie bolało. Jednak ciągle jestem jej przyjacielem.
- Więc w czym problem?
- Nie on mi się podoba.. Wiesz.. Liam przedstawił mi ostatnio fajnego chłopaka. - po tych słowach już wiedziałem, że Liam dostanie ode mnie solidny opieprz. - Ma na imię Luke. Jest świetnym gościem. Mieliśmy dużo wspólnych tematów i w ogóle.. No ale..
- Ale..? Co jest z nim nie tak?
- Jest z Australii. Był tu tylko na kilka dni. - 'dzięki Bogu.' powtarzałem w myślach.
- Istnieją telefony. Internet..
- E tam. Długo byśmy się tak nie utrzymali. Na razie odpuszczę sobie chłopaków. - westchnęła ciężko i spojrzała na mnie. - Chyba, że znajdę takiego wyjątkowego.
- Mam nadzieję, że znajdziesz. Jesteś dla mnie jak.. Siostra. Kocham Cię. - dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Ja Ciebie też kocham.
Splotła palce naszych dłoni. Coś ścisnęło mnie w brzuchu. To było takie fantastyczne uczucie zawsze gdy czułem jej dotyk. Coś wspaniałego.
- Widzisz Zayn, mówiłem, że się wszystko ułoży! - do kuchni wszedł uśmiechnięty od ucha do ucha Liam. - Przepraszam, podsłuchałem trochę.. Ale, cieszę się, że powiedziałeś jej, że jesteś w niej zakochany i, że już jesteście razem.
[T.I.] cofnęła ode mnie swoją dłoń. Cholera jasna.
- Czekaj, to nie tak.. Ja Ci wszystko wyjaśnię. - złapałem ją za nadgarstek, ale dziewczyna wstała i odsunęła się ode mnie.
- Nie. Niczego nie będziesz mi tłumaczył. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, a to jest tylko żart. Głupi, nieśmieszny żart. A teraz dobranoc wam wszystkim. - uśmiechnęła się nerwowo i wybiegła z kuchni.
- Boże. Zayn, przepraszam. Myślałem, że już jej powiedziałeś. Mogę z nią pogadać, jeśli chcesz.. Schrzaniłem sprawę. Przepraszam.
- Liam, odpuść. I tak musiałbym jej powiedzieć. Nic się nie stało.
- Jeśli mógłbym coś..
- Nic. Ja.. Idę się przewietrzyć. - mruknąłem i wyszedłem na taras. Z kieszeni wyciągnąłem ostatniego papierosa i zapaliłem.
Co będzie teraz? Może jeszcze uda się odratować resztki naszej.. Przyjaźni. Ona mnie potrzebuje. A ja potrzebuję jej. W końcu jesteśmy jak rodzina. A rodziny nie można zostawić, choćby nie wiem co się stało. Mocniej zaciągnąłem się dymem i wypuściłem go powoli nosem. Przeważnie fajki załatwiały problemy na kilka minut. Teraz nawet to nic nie pomagało.
- Zayn? - moje serce momentalnie stanęło. Odwróciłem się powoli i w drzwiach zobaczyłem ją. Podeszła do mnie powoli i uśmiechnęła się słabo. - Bądź ze mną szczery. Liam mówił prawdę? - utkwiła swój wzrok w basenie. Zawsze kręciły ją takie widoki jak księżyc odbijający się w wodzie. Niby taka jak wszystkie, a jednak wyjątkowa.
- Yep. Słuchaj, to, że ja przekroczyłem granicę.. Nie oczekuję tego samego od Ciebie. - włożyłem papierosa do ust, ale [T.I.] delikatnie mi go wyjęła, rzuciła na ziemię i zgasiła nogą. - Co Ty..
- Shhhhh. Nic nie mów. - położyła dłoń na moim brzuchu i delikatnie sunęła coraz wyżej. Mój oddech przyspieszył. Nie ukrywam, że mi się to podobało. W końcu lekko zacisnęła palce na moim karku i stało się. Moment na który czekałem chyba całe moje życie. Całowała mnie najidealniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek spotkałem.
Była sporo niższa niż ja, więc chciałem ułatwić jej trochę sprawę. Istniało ryzyko, że odepchnęłaby mnie krzycząc, że jestem zbokiem, ale do odważnych świat należy. Obie dłonie zacisnąłem na jej udach i podniosłem do góry. Nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie. oplotła mnie nogami w pasie i kontynuowała czynność. W końcu odsunęła się ode mnie. Chciałem powiedzieć jej, że ją kocham, ale ona przyłożyła palec do moich ust i złożyła pocałunek na moim policzku. Sunęła do szyi. Ta dziewczyna zdecydowanie zbyt mocno zakręciła mi w głowie. Delikatnie musnęła ustami moje ramię, a potem szyję. Jęknąłem cicho, na co zareagowała uśmiechem.
- Wystarczy. - szepnęła.
- Nie, wcale nie wystarczy. - mruknąłem niezadowolony.
- Owszem, wystarczy. Postaw mnie, proszę.
Posłusznie wykonałem jej polecenie.
- Czy.. Czy to oznacza, że dasz mi szansę, żeby sprawić, że poczujesz się jak jedyna dziewczyna na świecie? Że teraz jesteś już moja?
- Czemu nie. - uśmiechnęła się delikatnie. - Imponujesz mi, Zayn.
- Staram się. - nachyliłem się i pocałowałem ją w policzek.
- Zayn?
- Tak?
- Um.. Chciałbyś dziś spać ze mną?
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Oczywiście, że tak. Zrobię co tylko zechcesz.


But baby if you say, you want me to stay..
Stay for the night..
I'll change my mind.






Uf, pierwszy raz od DŁUGIEGO czasu napisałam coś, co mi się na prawdę podoba. Mam nadzieję, że wam też. c:
Imagin dedykuję Pedałowi. Pedale, pozdrawiam Cię i Malika.

czwartek, 28 marca 2013

Dorośnij. Część 2.

- A jedź sobie. Nie potrzebuję Cię. - rzuciłem w stronę odjeżdżającego samochodu. Czy mnie zraniła swoimi słowami? Może. Czy za nią zatęsknię? Prawdopodobnie tak. Czy dam się zmienić tylko dlatego, że jej to nie pasuje? Nie ma mowy. Co jest złego w tym, że lubię się bawić? Moim zdaniem nic. Nie chciałem dorastać. W końcu miałem na to jeszcze sporo czasu.
Włożyłem ręce do kieszeni i udałem się w stronę domku, który od 5 minut był tylko i wyłącznie mój. Ciężko będzie w nocy spać i nie mieć się do kogo przytulić.. Nie mieć z kim porozmawiać o 3 w nocy.. Nie mieć komu powiedzieć 'Kocham Cię'.. Nie. Louis, ogarnij się. Ale.. Czy ona serio powiedziała, że z nami koniec? Ah, tak. Powiedziała. Po czym przypieprzyła mi w twarz. A najśmieszniejsze było to, że część mnie miała ochotę pobiec za samochodem, dogonić ją i powiedzieć, że mogę dla niej być kim tylko zapragnie. I ta część chyba miała rację, ale mój honor nie pozwalał mi tego zrobić.
- Louis, czekaj! - usłyszałem za sobą piskliwy głosik Jade.
- Słucham? - odpowiedziałem jakby nigdy nic.
- Jesteś kretynem.
- Czyli, że szukałaś mnie tylko po to, żeby mi to powiedzieć? Czuję się zaszczycony. Dobrej nocy.
- Zamknij się, kretynie. Przyszłam z Tobą pogadać.
- O czym?
- O [T.I.], kretynie. - spuściłem głowę i zacząłem wpatrywać się w swoje buty. - Tak ciężko Ci ustąpić? Zresztą, wszystkich nas traktujesz z góry.
- Trudno mi Cię traktować z dołu. Masz 160 centymetrów wzrostu. - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Louis, do cholery!
- Przepraszam. Kontynuuj swoje nauki.
- Ledwo wytrzymuję z Tobą 2 minuty. Jak ona dała radę te 4 lata? Tak czy inaczej, widać, że nie dasz sobie rady. Proponuję, żebyś się ogarnął, zadzwonił do niej i wszystko będzie w porządku.
- Zastanowię się.
- Ale..
- Powiedziałem, że się zastanowię, tak? Rozmowa zakończona. Dobranoc, Jade. - burknąłem i wolnym krokiem ruszyłem w stronę mojego domku. 'Kutas' usłyszałem za sobą, co wywołało na mojej twarzy lekki uśmiech.
Chociaż praktycznie to miała rację. Tyle razy naśmiewałem się z jedynej dziewczyny, która oddała mi swoje serce. I tolerowała to wszystko bo była zakochana. A ja jak ostatni, pieprzony kretyn bawiłem się jej kosztem. Teraz żałuję, bo ja ją też kochałem. I to chyba właśnie było najgorsze. Że ja sobie bez niej nie poradzę. [T.I.] była kimś więcej niż tylko moją dziewczyną. Była moją najlepszą przyjaciółką. Była kobietą  najbardziej bliską mojemu sercu. Była chodzącym ideałem. To ona zawsze wyplątywała mnie z kłopotów. Potrafiła zrobić chyba wszystko. A ja ją zraniłem.
Pchnąłem drzwi domku i od razu położyłem się do łóżka. Próbowałem zasnąć, ale cały czas miałem przed oczami jej zapłakaną twarz. To chyba najgorszy obraz jaki w życiu widziałem. A co jeśli ona w tym momencie tak wygląda? Co jeśli spieprzyłem jej życie? Nie!
Wyskoczyłem z łóżka i przewracając się po drodze o różne rzeczy dotarłem do domku po lewo od mojego. Miałem tą cholerną nadzieję, że w środku jest Liam, bo księżyc dawał niewielkie światło na drogę.
- Liam! - uderzyłem głośno w drzwi. Uderzyłem, bo tego nawet pukaniem nie można nazwać. - Liam, otwórz!
- Louis? Pojebało Cię? Jest 4 nad ranem. Czego chcesz? - warknął zaspany Liam.
- Daj mi kluczyki do samochodu.
- Po cholerę?
- Ja tak nie dam rady. Nie umiem, rozumiesz? Muszę do niej jechać.
- Pojedziesz za 3 godziny. Zresztą, [T.I.] nie jest jakaś inna, ona też o tej porze śpi.
- Nie śpi! Wiem, że nie śpi tylko się załamuje i.. Daj mi te pieprzone kluczyki. - szatyn westchnął ciężko i po chwili wrócił z kluczami w dłoni.
- Czekaj, założę tylko buty.
- Nie, nie pojedziesz ze mną.
- Owszem, pojadę. Może i jestem pół przytomny, ale ktoś musi Cię pilnować.
Payne nie chciał słyszeć więcej protestów. Zaczekałem na niego na zewnątrz wciąż zdenerwowany. 5 minut mijało jak kilka godzin. W końcu mój przyjaciel otworzył samochód i usiadł za kierownicą. Jechaliśmy w ciszy, choć miałem wielką ochotę wykrzyczeć mu, żeby przyspieszył. Postawiłem jednak na łagodniejszy ton.
- Liam, jeśli będziemy jechać z taką prędkością to komuś stanie się krzywda.
- Przecież jadę powoli.
- No właśnie. Przyspiesz, albo Ci wpierdolę.
Liam zaśmiał się tylko pod nosem i trochę przyspieszył. Jak dla mnie to było ciągle za wolno, ale niech już będzie. W końcu dojechaliśmy pod dom [T.I.]. Żeby tylko akurat dziś nie postanowiła przenocować u przyjaciółki.
Gdy tylko Payne zaparkował, wyskoczyłem z samochodu i pobiegłem.. Dosłownie pobiegłem do drzwi. Głośno i kilka razy zapukałem, aż w końcu drzwi się otworzyły. Moja piękność. Patrzyła na mnie sennym wzrokiem, spod długich, czarnych rzęs.
- Louis? - szepnęła. Nie czekając na jej zgodę, po prostu chwyciłem ją w ramiona i mocno przycisnąłem do siebie.
- Przepraszam. Przepraszam, że jestem takim idiotą, przepraszam, że przeze mnie płakałaś, przepraszam, że Cię zraniłem, przepraszam za wszystko.
- Już okej, Lou. Rozumiem.
- Nie jest okej! Zmienię się, dobrze? Będę kim tylko zechcesz. Kimkolwiek! Tylko mnie kochaj.
- Louis! Ja Cię nigdy nie przestanę kochać. Nieważne kim jesteś lub kim będziesz.
Ciężko było uwierzyć w to, że po tym wszystkim co zrobiłem, ona ciągle mnie kocha. Mogła mieć lepszego chłopaka.. Zresztą, każdy byłby lepszy niż ja, ale ona i tak kochała akurat mnie. Byłem największym szczęściarzem na Ziemi, że wybrała akurat mnie. Przycisnąłem ją mocniej do siebie i pocałowałem w czubek głowy.
- Kocham Cię. - szepnąłem.
- Ja Ciebie też, Lou. Ja Ciebie też. - uśmiechnąłem się lekko i splotłem nasze dłonie.




Na szybko pisane.
Chciałyście drugą część - oto i ona! Przyznam, że pisałam to ledwo żywa. Tak czy inaczej nie podoba mi się ta część, ale cóż. Nie miałam pojęcia co ma się w niej pojawić i takie coś wyszło.. Może następny będzie lepszy.

wtorek, 19 lutego 2013

Teraz albo nigdy.

Długo niczego nie było.. Przepraszam, ale za 2 część o Lou na razie się zabierać nie będę. Macie tu na razie Horana :3
Ps. Dziękuję komentatorom <333

- Gotowa? - usłyszałam głos swojego ojca. Czy byłam gotowa na to, by spędzić resztę życia z mężczyzną którego kochałam? Najwyraźniej tak, skoro dokładnie dziś mieliśmy się pobrać.. Więc dlaczego coś mi jeszcze nie pasowało? Miałam na sobie piękną suknię, zaprojektowaną przez najlepszego projektanta w Wielkiej Brytanii. Sala weselna i kościół wyglądały bajecznie. Za drzwiami stał mój ukochany, który czekał na to, żeby po kilku dniach rozłąki mnie zobaczyć i zostać przy mnie na wieczność.. Czego więcej można chcieć? Chyba niczego. Niepewnie wzięłam ojca pod ramię.
- Chyba tak. - powiedziałam drżącym głosem.
- Nie denerwuj się. Będzie dobrze. - szepnęła mi do ucha Danielle i stanęła za mną. Oh, bardzo łatwo powiedzieć.
Ciszę przerwała melodia wygrywana na organach. Już czas. Drzwi kaplicy otworzyły się i oczy wszystkich zgromadzonych skierowały się w moją stronę. Właśnie w tym momencie miałam ochotę wymiotować. Tak bardzo nie lubiłam być w centrum uwagi.. A oni mi to utrudniali. Przeleciałam wzrokiem po przybyłych gościach wypatrując znajomych twarzy. Perrie i Zayn z rodziną, Louis z jakąś nieznaną mi dziewczyną, Harry, Nick, Ed, rodzina Horanów, moja mama, która ledwo powstrzymywała płacz.. Były tu wszystkie ważne dla mnie osoby.. Chciały świętować moje.. Nasze szczęście. Spojrzałam do przodu. Liam wyglądał zjawiskowo w garniturze.. Tak, Danielle była szczęściarą. W końcu doszłam do ostatniej osoby. Uśmiechał się lekko, a im bliżej niego byłam, tym bardziej dostrzegałam w jego oczach iskierki podekscytowania.



- Jestem na Ciebie zła. - burknęłam i usiadłam na jego łóżku.
- Ja na Ciebie też. - skrzyżował ręce na piersi i usiadł obok. Jak na 12 lat, zachowywaliśmy się gorzej niż dzieci.
- Masz mnie przeprosić.
- Ty pierwsza mnie.
- Nie mam za co.
- Właśnie, że masz. - przez 2 minuty żadno z nas się nie odzywało. W końcu to on się przełamał. - Przepraszam.
- Ja też przepraszam. - wtuliłam się w jego ramiona.



Doszliśmy na środek ołtarza. Tata przytulił mnie, 'przekazał' moją dłoń mojemu narzeczonemu i odszedł zająć swoje miejsce.
- Drodzy przyjaciele, rodzino. Zebraliśmy się tu, aby połączyć węzłem małżeńskim [T.I. i N.] oraz Niall'a James'a Horana.



- Hej. Holly najwyraźniej była głupia, że nie doceniła jaki fajny z Ciebie facet.
- Nie ubolewam nad nią.
- To co Cię tak gryzie? - wyswobodziłam się z jego silnego uścisku i spojrzałam w jego błękitne oczy.
- Bo.. Ja kocham inną dziewczynę.
- Więc po prostu jej to powiedz.
- Kocham Cię. - powiedział niepewnie, mocniej ściskając moją dłoń. Oczekiwał jakiejś odpowiedzi z mojej strony.
- Mamy tylko 15 lat. Skąd wiesz, że to miłość?
- Po prostu to wiem. A Ty co do mnie czujesz?
- Nie wiem.. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
- Ja chyba wiem jak Ci pomóc się przekonać. - zbliżył swoje usta do moich. Pierwszy pocałunek z najlepszym przyjacielem. Czy to nie brzmi dziwnie? Jego wargi delikatnie muskały moje. Objęłam go za szyję, pogłębiając te przyjemne uczucie w brzuchu. W końcu odsunął się ode mnie z delikatnym uśmiechem.
- Pomogło? - zapytał oblizując wargi.
- I to jak. - splotłam palce jego dłoni z moimi.



- Czy Ty Niall'u James'ie Horanie bierzesz sobie tą oto [T.I.] za żonę i przyrzekasz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz to, że nie opuścisz jej aż do śmierci?
- Tak. - powiedział z uśmiechem i mocniej ścisnął moją dłoń.




- Co tam, skarbie?
- Ja.. Mam do Ciebie ważne pytanie. - wyjąkał i przystanął tak, by widzieć moją twarz.
- Coś się stało?
- Otórz.. Boże.. Ja.. Um..
- Nie denerwuj się. Dawaj.
- Ja chciałbym zakończyć ten etap w naszym związku. - dokładnie przeanalizowałam jego słowa.
- Jak chcesz.. Mam nadzieję, że ciągle będziemy przyjaciółmi..
- Nie! Nie to miałem na myśli! Ja.. - uklęknął przede mną i wyciągnął z kieszeni płaszcza czerwone pudełeczko. - Wiem, że 19 lat to dość młody wiek na małżeństwo, ale ja wiem, że chcę spędzić resztę życia z Tobą. Wyjdziesz za mnie?
Nie mogłam w to uwierzyć. Nagle cały mój smutek zniknął bez śladu. Cicho wypowiedziałam 'tak' bo po prostu mnie zatkało. On jednak usłyszał. Lekkie światło księżyca pozwalało zobaczyć, jak szeroko się uśmiecha. Włożył mi pierścionek na odpowiedni palec i mocno przytulił.
- Kocham Cię. - szepnęłam mu do ucha i w odpowiedzi usłyszałam to samo. 




- Czy Ty [T.I.] bierzesz sobie tego oto Niall'a za męża i przyrzekasz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz to, że nie opuścisz go aż do śmierci?
- Ja.. Ja nie wiem. - rozejrzałam się nerwowo. Każdy był w szoku. Z Niall'em włącznie.
- Powiedz cokolwiek. Tak lub nie. - szepnął zestresowany blondyn.
Przez głowę przeknęło mi 21 lat. Ponad 18 spędziłam z nim. Ślub to tylko formalność, więc co za różnica? Musiałam teraz zdecydować. Teraz albo nigdy.
- Tak, biorę. - wypowiedziałam do mikrofonu. Wszyscy odetchnęli z ulgą, a na twarzy mojego wybranka znów zawitał uśmiech.
- Na mocy kościoła ogłaszam was mężem i żoną. Możecie się pocałować.
Niall wyrwał mi z ręki bukiecik i odrzucił go do tyłu, gdzie złapał go Liam. Blondyn objął mnie w talii i zatopił się w moich wargach. Położyłam ręce na jego plecach i pogłębiłam pocałunek. W końcu przestał i oparł swoje czoło o moje.
- Kocham Cię, moja pani Horan.
- Też Cię kocham, mężu.
Splotliśmy nasze dłonie i powoli wyszliśmy z kościoła, gdzie już czekała spora grupka ludzi, którzy już chcieli nam pogratulować. Zapowiadała się długa i męcząca noc. Ale na szczęście.. Miałam już przy sobie Niall'a. Na całe życie.