wtorek, 1 maja 2012

#16. Harry


Jak co dzień, obudził Cię Harry, który wstawał do łazienki pół godziny przed tobą.
Ty: Czy ty już głośniej nie umiesz?
Harry: O, wstałaś.
Ty: Każdego pierdolonego ranka to samo. - krzyknęłaś lekko podnosząc głowę z poduszki.
Harry: Każdego pierdolonego ranka, drzesz się na mnie za niewiadomo co. - jak na złość, chłopak otworzył drzwi do łazienki.
Ty: Jesteś gorszy niż Zayn. Naprawdę, nie możesz dać mi spać, choć jeden jebany poranek?
Harry: Dlaczego w każdym zdaniu musisz przeklinać?
Ty: Bo jestem kobietą i mam kurwa prawo. Nie omijaj moich pytań do cholery jasnej!
Harry: Usiłuję wyglądać przy Tobie chociaż trochę dobrze! Ale nie daję rady! - z trudem wstałaś i weszłaś do łazienki. Obie ręce położyłaś na nagich plecach Harrego. Biło od nich ciepło, więc go przytuliłaś. Od niego przyjęłaś dziwny zwyczaj spania nago.. Znaczy odkąd byłaś z Harrym kazałaś mu spać chociaż w bokserkach, ale wzamian on kazał ci spać wyłącznie w staniku i majtkach. Nie zbyt podobał Ci się ten pomysł, ale się stosowałaś. Po chwili zamyślenia zorientowałaś się, że Harry stoi przodem do Ciebie i jedną ręką bawi się końcówkami Twoich włosów. Położyłaś jedną dłoń na jego policzku i przysunęłaś się tak blisko niego jak tylko mogłaś. Wasze oddechy przyspieszyły. Harry pocałował Cię w kark, co wywołało na Twoim ciele dreszcze. Uwielbiałaś jego dotyk, jego pocałunki, jego głos.. jego. Wszystko wskazywało na to, że doprowadziłoby to was do jednego. Gdy Harry ze swoimi pocałunkami dochodził już do Twoich piersi położyłaś obie dłonie na jego policzkach i zmusiłaś, by na Ciebie spojrzał.
Ty: Nie teraz. Chłopaki zaraz wstaną.
Zawiedziony spojrzał Ci w oczy.
Harry: Ok.. ale tej nocy jesteś moja.
Pocałował Cię delikatnie w usta i podbiegł do szafy.
Ty: Jasne, tygrysie. - zaśmiałaś się pod nosem.

#15. Liam


Właściwie, to czasem zastanawiałaś się, dlaczego przyjaźnisz się z Jennifer. Tak było i tym razem, gdy wybrałyście się na mecz koszykówki, tylko dlatego, że Jen chciała poobserwować chłopaka, który jej się podoba i gra w reprezentacji. Przeklinałaś ją za to, bo wolałaś posiedzieć w domu i poczytać jakieś książki i wsłuchiwać się w dźwięki Twojego ukochanego zespołu - One Direction. Zajęłyście miejsca w pierwszym rzędzie.
Jen: Ale będzie fajnie! Ah, już nie mogę się doczekać, aż Robert wyjdzie grać!
Ty: Tak, tak. Fascynujący widok. - powiedziałaś i wyciągnęłaś podręcznik od geografii.
Jen: Masz przed sobą super-seksownych koszykarzy, w krótkich spodenkach i w koszulkach strasznie przylegających do ciała, a zamierzasz się uczyć?
Ty: To ty chciałaś ich oglądać. Jestem tu tylko do towarzystwa, a nie zamierzam tracić czasu, na opieprzanie się razem z Tobą. Jutro mam sprawdzian.
Jen: Jak sobie chcesz, ale mnie kujoństwem nie zarazisz.
Ty: Przypomnij mi, dlaczego się przyjaźnimy?
Jen: Bardzo zabawne! Cicho! Mecz się zaczął.
Twoja przyjaciółka całkiem nieźle się bawiła krzycząc i kibicując swojej ukochanej drużynie.. a raczej Robertowi. W końcu Jen, zaczęła wyśmiewać przeciwników.. nie spodobało się to osobie siedzącej obok Ciebie.
Chłopak: Weź się dziewczyno ogarnij! Oglądam tu mecz!
Jen: To wolny kraj, będę robić co mi się podoba. No błagam, żałośni są. Nie mają szans na wygraną!
Ty: Jen, spokojnie. Usiądź. - ciągnęłaś ją za rękę, powtarzając to cicho.
Chłopak: Właśnie. Spokojnie, nie zachowuj się jak dziwka.
Ty: Teraz się zacznie..
Jen: SPÓJRZ NA SIEBIE PEDALE!
Ty: Jen, kurwa!
Jen: Dopóki ten idiota mnie nie przeprosi, nie ma mowy!
Chłopak: Milcz dziewczyno.
Nagle zza chłopaka, który wzrokiem mierzył się z Jennifer wyszedł jeszcze jakiś chłopak w niebieskiej koszuli w kratę. Boże.. Liam. Liam Payne. Tu, teraz.
Liam: Scott, w co ty się znów wpakowałeś?
Scott: To ta lalka zaczęła!
Jen: Odszczekaj to gnoju!
Scott: Nie ma mowy! - chłopak zaczął gwałtownie gestykulować i nagle kubek coli stojący obok niego, przewrócił się na Twoją bluzkę.
Ty: No nie. Jezu.
Liam: Tak mi za niego wstyd.. chodź pomogę Ci to zmyć. Wolę się nie wtrącać w tą kłótnię, bo rzucą czymś gorszym.
Ty: Nie dzięki, dam sobie radę.
Liam: Czuję się winny, za tego idiotę. No chodź. - chłopak pociągnął Cię za rękę w stronę wyjścia. Koło małego sklepiku z przekąskami, Liam spojrzał na rękaw swojej koszuli, i oderwał kawałek.
Ty: Aż tak źle to nie jest.. nie krwawię. - Liam się zaśmiał.
Liam: Ostrożności nigdy dość!
Ty: Ale to tylko plama. - uśmiechnęłaś się do niego. - Serio.
Liam: Oj tam. Jak już mówiłem, czuję się za niego winny. Mogę coś dla Ciebie zrobić?
Ty: Zaproś mnie na randkę. - po chwili zauważyłaś, że powiedziałaś to na głos. - Sorry, zamyśliłam się.
Liam: Słodko się czerwienisz, wiesz? - przestał wycierać plamę i spojrzał na Ciebie. - Bardzo chętnie gdzieś z Tobą wyjdę, przepiękna nieznajoma!
Ty: Wybacz, jestem [T.I.].
Liam: A ja jestem Liam Payne.
Ty: Wiem to.. Mam Cię na tapecie.. Cholera! Znowu!
Chłopak wybuchnął śmiechem, który od razu polubiłaś.
Liam: A może, dla wyrównania rachunku, ja też będę miał Cię na tapecie? - powiedział i wyciągnął telefon.
Ty: Nieee, jestem brzydka i niefotogeniczna.
Liam: Jesteś piękna i masz cudowny uśmiech. Tyle trzeba, żeby być fotogenicznym.
Nie opierałaś się i dałaś zrobić sobie zdjęcie. Liam ciągle mówił ci o poczuciu winy i dał swoją kurtkę. Zwialiście od swoich przyjaciół i wybraliście się na spacer. Po drodze robiliście sobie głupie zdjęcia, rozmawialiście, a nawet tańczyliście. Gdy wróciłaś do domu, od razu sprawdziłaś twittera. Zyskałaś ponad 5 tysięcy obserwujących, w tym Liama. Sprawdziłaś jego tablicę i zobaczyłaś swoje zdjęcie z podpisem 'Moje życie właśnie nabrało sensu'.

#14. Louis

Wieczorem wraz z chłopakami, miałaś udzielić wywiadu, dla jakiejś telewizji plotkarskiej. Wszyscy modliliście się, żeby przypadkiem Lou znów czegoś nie palnął. W środku wywiadu, Louis chyba nagle przypomniał sobie czasy X-Factora. 
Do Zayna: Przestań podglądać [T.I.] gdy jest naga!
Do Harrego: Przestań mieć kręcone włosy!
Do Nialla: Przestań jeść!
Do Liama: Przestań bać się łyżek!
Do Ciebie: Przestań być taka zajebiście piękna! ... nie nagrywacie tego na żywo, no nie?
Dziennikarka: No właśnie w tym rzecz, że to jest na żywo.
Louis: O ja jebię.
Zrobiłaś się cała czerwona, podczas, gdy Louis chciał wycofać ostatnie zdanie. Tak oto po 3 latach ukrywania się, Lou was wydał.. a ty nie wiedziałaś, czy się z tego cieszyć, czy nie. Po jakiejś chwili Zayn szepnął do Ciebie:
Zayn: Ja Cię nie podglądam, gdy jesteś naga.. Znaczy to było raz, ale odkąd Louis mnie za to bije, to już tego nie robię. Spokojnie.
Ty: Tak Zayn, dzięki, za uspokojenie.
Zayn: Nie ma sprawy!
Louis: Znów to robisz. - powiedział marszcząc brwi i wbijając morderczy wzrok w Zayna.
Zayn: Już nie będę! Nie bij!
Louis uśmiechnął się z satysfakcją i objął Cię w talii.

#13. Harry


Był wieczór. Liam i Zayn oglądali telewizję, Louis brał prysznic, Niall szykował kolację, a ty siedziałaś Harry'emu na kolanach i sprawdzałaś facebooka. Po przejrzeniu pierwszych 6 postów spojrzałaś na Hazzę.
Ty: O czym teraz myślisz?
Harry: O Tobie.
Ty: Rozwiń wypowiedź.
Harry: O nas.
Ty: Rozwiń ją jeszcze bardziej.
Harry: Ty. Ja. Łóżko. Zabawy nie dla dzieci.
Ty: A czego ja się mogłam po Tobie spodziewać, zboczeńcu. - westchnęłaś i wróciłaś do przeglądania stron.
Harry: Podniecasz mnie. - szepnął Ci do ucha, przez co zaczęłaś się uśmiechać i delikatnie wyrywać z jego objęć.
Ty: Bierz Lou do łóżka.
Harry: Ale ty w łóżku jesteś lepsza. Zawsze jesteś lepsza. Kocham Cię.
Ty: Też Cię kocham. Ale o tym nie myśl erotomanie. Nigdzie z Tobą nie idę.
Harry zszedł z kanapy i przerzucił sobie Ciebie przez ramię.
Harry: Twoja zgoda jest mi zbędna. Spierdzielać do hotelu. - powiedział spoglądając na Zayna i Liama, którzy wpatrywali się w was ze śmiechem.
Liam: Louis, Niall zbierajcie się.
Niall: Dlaczego? Gdzie idziemy? - powiedział mlaskając głośno.
Zayn: Bo [T.I.] i Harry będą się bzykać.
Harry: A dostałeś kiedyś w łeb?
Zayn: Już się nie odzywam! - pobiegł po płaszcz.
Gdy Louis zszedł na dół, chłopcy wyszli. Z lekkim uśmiechem wpatrywałaś się w Harry'ego, który zamknął drzwi na klucz.
Harry: To na czym skończyliśmy?
Ty: Jesteś pokręcony, zboczeńcu.
Harry: Ale jestem Twoim zboczeńcem. I to się nie zmieni, moja droga. Chodź tu do mnie.
Ty: A jeszcze czego. - zaczęliście biegać po całym domu, w końcu Harry dopadł Cię w sypialni i rzucił na łóżko. Całą noc się kochaliście, a następnego dnia oboje chodziliście uśmiechnięci.

#12. Larry as romance


Louis: Harry! Boże, gdzie byłeś?
Harry: Z koleżanką. - powiedział odwieszając płaszcz na miejsce.
Louis: Z Caroline? Z Emmą? Czy jeszcze z inną dziwką?
Harry: Dziwką? To moje koleżanki. Nic ci do tego.
Louis: Wychodzisz. Nie ma Cię cały dzień. Widuję Cię tylko na koncertach i wywiadach. Owszem, dużo mi do tego.
Harry: Zajmij się 'Eleanor'uś'. - usiadł na kanapie.
Louis: A więc tu Cię boli? Eleanor to moja dziewczyna. W czym ty masz problem?
Harry: W czym? Mówiłeś, że to tylko przykrywka, a teraz odwalasz takie numery?
Louis zmarszczył (?) brwi i usiadł obok Hazzy.
Louis: Ja przepraszam.. nie wiedziałem, że Cię tym ranię. Przykro mi.
Harry: Ile jeszcze? Jak długo jeszcze, będę publicznie udawał, że mnie to nie obchodzi? Obchodzi mnie to. Bardzo. Louis kocham Cię.
Louis: Dobrze wiesz, że jesteś dla mnie wszystkim. Nie chcę, żeby ludzie sobie coś pomyśleli. - Lou wziął za rękę swojego ukochanego. Hazza zerknął lekko, na ich splecione dłonie.
Harry: Kiedy to się skończy? Jak długo mogę udawać?
Lou obrócił jego twarz tak, by na niego spojrzał.
Louis: Niedługo. Obiecuję.
Chłopcy nachylili się i pocałowali.

#11. Louis


~ pamiętajcie, żeby zamiast 'Martyna' i opisu mojego wyglądu, dodać wasze opisy. c:


Niall: Liam, idziemy na pizzę. Idziesz z nami?
Liam: Nie, dzięki. Jestem umówiony z Danielle.
Odruchowo parsknąłem śmiechem, na co Liam się skrzywił.
Liam: A Ciebie co tak bawi panie wiecznie wesoły?
Louis: Idę z Danielle do kawiarni! Idę z Danielle na zakupy! Idę z Danielle do ginekologa! Ple, ple, ple. Człowieku, ile ty z nią możesz łazić?
Liam: Gdy się zakochasz, to zrozumiesz.
Louis: Nie dam się uwiązać żadnej pannie i stracić wolność. Chodźcie chłopaki, bo nie chcę słuchać kolejnego wykładu o miłości.
Wyszliśmy bez słowa. W samochodzie siedziałem obok Harry'ego z przodu, a z tyłu siedzieli Zayn i Niall. Jak zwykle Niall coś jadł, a Harry krzyczał, że ujebie mu siedzenia. Myślałem trochę nad wykładami Liama. Wizja bycia w związku wydawała się tragiczna. Z zamyśleń wyrwał mnie Zayn, który położył mi dłoń na ramieniu.
Zayn: Wszystko gra, stary?
Louis: Tak, tak. A dlaczego miałoby nie grać?
Zayn: Bo zawsze napierdalasz ile wlezie, a my przejechaliśmy już 4km a ty nic. Ani słowa.
Louis: Zamyśliłem się.
Harry i Niall lekko podskoczyli.
Niall: Ty myślisz?
Harry: Lou, może podwieźć Cię do szpitala?
Louis: Ha, ha, ha. Bardzo zabawne, cioty.
Chłopaki zaczęli się śmiać, a ja znów wyjrzałem za okno. Po kilku minutach dojechaliśmy. Jakieś dziewczyny podbiegły, żeby zrobić sobie z nami zdjęcia. Były nawet ładne, ale na oko strasznie młode. Uwoliliśmy się od fanów i weszliśmy do pizzerii. Harry wypatrzył jakąś dziewczynę przy barze i spojrzał na mnie.
Harry: Założę się o 10 dolców, że jej nie poderwiesz.
Louis: To szykuj 10 dolców.
Podszedłem do dziewczyny i usiadłem obok. Zdziwiła się, ale nie piszczała. Plus dla niej. Zmierzyłem ją wzrokiem. Kasztanowe, kręcone włosy, niebieskie oczy i wysoki wzrost. Nie była ani szczupła, ani gruba. Normalna. Uśmiechnąłem się do niej.
Louis: Cześć, mogę się dosiąść?
Dziewczyna: Jasne, siadaj. Razem raźniej.
Louis: Sama jesteś?
Dziewczyna: Mhm. Potrzebowałam samotności. - wbiła wzrok w szklankę coli.
Louis: Oh, to ja może się oddalę.
Dziewczyna: Nie, nie. Siedź. - uśmiechnęła się do mnie pogodnie. Tak, była naprawdę ładna.
Louis: Jak Ci na imię, kręconowłosa pani?
Dziewczyna wybuchnęła melodyjnym śmiechem.
Dziewczyna: Martyna jestem, panie Marchewko.
Louis: Aw, jednak poznałaś.
Martyna: Trudno Cię nie znać.
Martyna zaczęła opowiadać o czymś, ale nie zbyt się wsłuchiwałem. Największą uwagę zwróciłem na jej usta. Byłem ciekawy, jak to by było się z nią całować. Dobrze, że wybudziła mnie z tego.. marzenia?
Martyna: Ziemia do Louisa. Żyjesz?
Wciąż uśmiechała się pogodnie. Oh, oczekiwała odpowiedzi.
Louis: Strasznie Cię przepraszam.. Utonąłem w błekicie Twoich oczu.
Martyna: Nie ściemniaj. Nie mam oczu na ustach. Założyłeś się, prawda?
Louis: Założyłem? A, fakt. Ale nie ma to znaczenia. Oddałbym Harry'emu nawet 5 razy tyle, ile warty jest zakład, o ile dasz mi swój numer.
Martyna lekko się zaczerwieniła.
Martyna: Wow, to słodkie.. Dooobra, masz.
Dziewczyna złapała za serwetkę i wyciągnęła z torebki błyszczyk, którym napisała swój numer.
Louis: Zadzwonię wieczorem.
Martyna: Czekaj!
Pocałowała mnie w policzek i szepnęła na ucho.
Martyna: Właśnie wygrałeś zakład.
Uśmiechnąłem się pod nosem i szedłem w stronę chłopaków. Po drodze jednak złapał mnie Liam.
Liam: Widziałem to.
Louis: Miałem zakład do wygrania.
Liam: Mnie nie oszukasz. No mów. Co czułeś?
Louis: Nie wiem.. Chciałem ją pocałować, przytulić.. Nic takiego.
Liam: Awww, Lou, zakochałeś się.
Louis: Nie bądź głupi. Nie można kochać kogoś, kogo praktycznie się nie zna.
Liam: Serio? A ja i Dan? Nie można?
Louis: Wy to inna sprawa. - może i Liam miał rację, ale zbyt się tego bałem.
Liam: Idź do niej. Jeśli się nie przekonasz, to nie będziesz wiedział.
Spojrzałem na Liama. Mówił poważnie. Odwróciłem się i nie zbyt wiedziałem co robię. Martyna: Wróci.. - zanim zdążyła się odezwać pocałowałem ją w usta. Liam miał rację. Martyna była w lekkim szoku, ale przechyliła głowę i odwzajemniła pocałunek. W końcu się od siebie odsunęliśmy. Dziewczyna oblizała wargi.
Louis: Nie uwierzysz, uznasz to za dziwne albo szalone ale ja Cię chyba kocham.
Martyna: Miłość od pierwszego wejrzenia..
Louis: Właśnie to.
Przytuliłem ją i jakoś nie miałem ochoty puszczać gdziekolwiek cały dzień.

#10. Niall


Niall: Kootkuu, słoneeczkoo, skaaarbiee..
Ty: Czego?
Niall: Chciałem być miły, ale skoro nie, to nie. Ja. Ty. Łóżko. Teraz.